Blog > Komentarze do wpisu

42 – Bardzo, zdecydowanie brunet

(42, 2013)

Reżyseria: Brian Helgeland

Scenariusz: Brian Helgeland

Grają (ci istotni): Chadwick Boseman, Harrison Ford

3/10

„It is rookie Jackie Robinson. Jackie is very, definitely... brunette” - powiedział podczas otwierającego sezon 1947 meczu Brooklyn Dodgers z Boston Braves komentator radiowy Red Barber. Barber pochodził i całą młodość spędził na głębokim południu. Jack Roosevelt Robinson był z kolei pierwszym czarnoskórym baseballistą zatrudnionym przez klub MLB. Tamtego dnia Robinson zaliczył zwycięski run, a w tamtym roku Dodgersi wygrali National League. Barber bardzo polubił Robinsona, choć przed wspomnianym meczem na poważnie zastanawiał się, czy nie rzucić komentowania. Do dziś każdego 15 kwietnia (dzień meczu z Braves) każdy gracz MLB nosi koszulkę z numerem „42”, czyli tym, który nosił Robinson. Dla Amerykanów to jeden z wielu symboli walki z segregacją rasową, której baseball był solidną ostoją. Jackie nie miał łatwo, bo początkowo nawet koledzy z drużyny niespecjalnie byli zadowoleni, ze z nim grają. I to mimo słów menedżera Leo Durhama (też padają w filmie) „I do not care if the guy is yellow or black, or if he has stripes like a fuckin' zebra. I'm the manager of this team, and I say he plays. What's more, I say he can make us all rich. And if any of you cannot use the money, I will see that you are all traded”.

Wydawałoby się więc, że to świetny materiał na film. I takim ten materiał jest, tyle, ze został koncertowo zmarnowany. Jedyne co się może podobać, to Harrison Ford grający właściciela Dodgersów Brancha Rickeya. Poza tym mamy łopatologiczną laurkę, ciągnącą się przez dwie godziny okrągłych zdań, która nudzi się po kwadransie. To jest słaby film zaangażowany – a można robić takie filmy dobrze, czego przykładem opisywana niedawno na Filmotatniku, przegrana w oskarowym wyścigu, ale bardzo poruszająca „Selma” - a w dodatku słaby film sportowy. Nie ma tam ani emocji sportowych (jakieś „letnie” te mecze baseballowe), ani emocji na tle rasowym (jacyś „letni” ci rasiści w tym filmie). Do zapomnienia.

Scena warta uwagi:

Rozmowa dwóch włascicieli. „Czy myślisz, że Bóg lubi baseball, Herb?”, „A co to ma do rzeczy?”, „Otóż któregoś dnia przed nim staniesz i jak cię zapyta dlaczego oddałeś walkowerem mecz w Filadelfii przeciwko drużynie z Robinsonem, a ty mu odpowiesz, że dlatego, że był czarnuchem, to to może nie być satysfakcjonująca go odpowiedź...!”

P.S. Drugą rzeczą, wartą zapamiętania z tego filmu jest fajna piosenka "Brooklyn Go Hard", która promowała film, a została nagrana przez Jaya-Z i Santigold. Więcej już nic.



wtorek, 03 marca 2015, kubadybalski

Polecane wpisy