Blog > Komentarze do wpisu

Mad Max: Na drodze gniewu – Pięć osiemnastek w moim samochodzie...

(Mad Max: Fury Road, 2015)

Reżyseria: George Miller

Scenariusz: George Miller, Brendan McCarthy, Nico Lathouris

Grają (ci istotni): Tom Hardy, Charlize Theron, Nicholas Hoult

4/10

Pościgi są jak ze starego „Mad Maxa”, a krew tryska na wszystkie strony (niektórym to wystarczy). W dodatku Charlize Theron wygląda bardzo fajnie (a z tym to już w ogóle). Jeśli więc chodzicie do kina raz na pół roku i oczekujecie efektownej, krwawej jatki, to wyjdziecie z tego filmu usatysfakcjonowani. Jeśli w dodatku łezka wam się kręci w oku na wspomnienie poprzednich trzech części, za młodu zagrywaliście się w „Fallouta”, a może jeszcze (o zgrozo) płakaliście razem z Kevinem Costnerem przy „Wodnym świecie”. Wyjdziecie z seansu wniebowzięci.

Tyle tylko, że ten „Mad Max”, jak już przebrniecie przez litry potu i osocza, jest nudny. Schematyczny w każdym elemencie. Nie ma tu szczegółu, który nie byłby już gdzieś kiedyś wykorzystany i nie chodzi tylko o to, że to po prostu poskładane motywy z poprzednich „Mad Maxów”, bo to nawet nie byłoby takie złe. Ale coś, cokolwiek interesującego... Tymczasem jeżdżą po pustyni, ktoś tam ginie, kogoś trzeba uratować, choć Max nie chce, kto ma przeżyć przeżyje, kończy się tak, jak się musi skończyć. Było, było, było. Po drugie w tym filmie nie ma... Mad Maxa. Tom Hardy – choć bardzo tego aktora lubię – nie nadaje się. Bez przerwy łapałem się na tym, że bez Mela Gibsona, to w ogóle nie wyglądało jak „Mad Max”. Wynudziłem się jak mops.

Scena warta uwagi:

Jakoś tam ciekawa jest scena gdy Max walczy z Furiosą, a właściwie wszyscy w tej scenie walczą ze wszystkimi. Tylko znów – to wszystko już było.



czwartek, 28 maja 2015, kubadybalski

Polecane wpisy