Blog > Komentarze do wpisu

System – Thriller w dziwnym kraju na wschodzie

(Child 44, 2015)

Reżyseria: Daniel Espinosa

Scenariusz: Richard Price na podstawie powieści Toma Roba Smitha pod tym samym tytułem

Grają (ci istotni): Tom Hardy, Noomi Rapace, Gary Oldman, Fares Fares, Agnieszka Grochowska, Vincent Cassel

2/10

Spełniły się niestety wszelkie obawy, które miałem, idąc do kina. Istnieje długa litania filmów, które udowadniają jak bardzo Amerykanie nie rozumieją Związku Radzieckiego – systemu, ludzi, tamtejszej rzeczywistości. Zgoda, nie jest to łatwe. System był absurdalny, jego quasilogika wynikała z jego nielogiczności i wewnętrznych sprzeczności. Ale nic nie stoi na przeszkodzie by reżyser ze scenarzystą poczytali sobie Orwella, Koestlera, „Archipelag Gułag”, cokolwiek... Tymczasem co jakiś czas trafiają na ekrany różne próby sfilmowania ZSRR, pełne bzdur, biorących się zapewne z tego, że według przeciętnego Amerykanina Moskwa w latach 30-tych, 40-tych, czy 50-tych niespecjalnie różniła się od Nowego Jorku, tyle, że chodzili w mundurach i mówili w dziwnym języku. Stąd np. we „Wrogu u bram” (dzieło wybitne pod względem idiotyzmów) można oglądać centrum handlowe w Stalingradzie, a Nikta Chruszczow, grany przez Boba Hoskinsa, organizuje konferencję prasową dla radzieckich dziennikarzy (!). W „Hannibalu. Po drugiej stronie maski” (filmie żenującym całokształtem, nie tylko z tego powodu) główny bohater, jako dziecko, ucieka – a jest druga połowa lat 40-tych, lub pierwsza 50-tych – z Litwy do Paryża, co ilustruje linia na mapie żywcem wzięta z „Indiany Jonesa”. Tak. Przez granicę polską, enerdowską, erefenową i potem francuską, jakby jechał z Bostonu do Filadelfii. „System” niestety zajmuje poczesne miejsce wśród tych tytułów.

Najdziwniejsze, że podobno (nie czytałem) książka jest całkiem niezła. Nie mogę w to uwierzyć, bo film irytuje nie tylko niezrozumieniem realiów. Aktorzy próbują mówić z rosyjskim akcentem, a ponieważ nie umieją (nieśmiertelne „na zdrowie” porządnie wypowiada tylko Grochowska), a w dodatku niektórzy nie próbują, to właściwie nie wiadomo po co. Fabuła wlecze się niesamowicie, jest nieciekawa i nielogiczna, kończy się absurdalnie. Wreszcie twórcy nie mogli się zdecydować czy chcą zrobić thriller, czy romansidło. Mimo niezłych zdjęć i fajnej obsady, to jest bardzo zły film i jeśli chcecie oszczędzić sobie nerwów, omijajcie kino.

Scena warta uwagi:

Szef głównego bohatera, kagiebisty (mamy 1953 rok, więc powiedzmy, że póki co oficera MGB) podsumowując dochodzenie swojego podopiecznego, uspokaja go mówiąc jak to śledztwo opisze moskiewska „Prawda”. WTF?



piątek, 01 maja 2015, kubadybalski

Polecane wpisy