Blog > Komentarze do wpisu

Wada ukryta – Najarany detektyw

(Inherent Vice, 2015)

Reżyseria: Paul Thomas Anderson

Scenariusz: Paul Thomas Anderson na podstawie książki Thomasa Pynchona

Grają (ci istotni): Joaquin Phoenix, Josh Brolin, Owen Wilson, Reese Witherspoon, Katherine Waterson, Benicio Del Toro, Eric Roberts

7/10

„Mniej więcej po pół godzinie filmu zdacie sobie sprawę, że będziecie go musieli obejrzeć jeszcze raz” - zaczyna swoją recenzję Robbie Collin w „The Telegraphie”. Pół godziny to i tak nieźle. Idąc do kina przygotujcie się na film bez rozwijającej się powoli, ale płynnie, często zaskakującej, choć błyskotliwie inteligentnej i niespodziewanie spójnej historii, jak to zwykle bywa w kryminałach neo-noir. Jest dokładnie odwrotnie. „Wada ukryta” nie ma sensu. Gdyby jakoś spróbować powiedzieć o czym jest film, trzeba wspomnieć o prywatnym detektywie 9rzecz dzieje się na początku lat 70-tych gdzieś w Kalifornii, Doc Sportello więc nie pije – nałogowo – ale jest za to wiecznie najaranym hipisem), który nagle ma do rozwiązania trzy sprawy, pozornie ze sobą niezwiązane. Tyle że wbrew klasycznemu kryminałowi każde sprawdzenie śladu, rozmowa z ważnym świadkiem, przypomnienie sobie zapomnianego wcześniej szczegółu, nie posuwa sprawy do przodu, tylko wszystko jeszcze bardziej gmatwa, komplikuje i kompletnie nic nie wnosi. A najdziwniejsze jest to, że dzięki temu film jest superfajny.

Film Andersona to pierwsza próba ekranizacji powieści jednego z najbardziej docenianych ale też kontrowersyjnych, ale w końcu też i tajemniczych amerykańskich pisarzy, Thomasa Pynchona. Ponoć (tak twierdzą recenzenci, nie czytałem) udana, tym bardziej, że proza Pynchona uchodzi (uchodziła) za nieprzekładalną na kliszę filmową. Prawdę mówiąc to cud – biorąc pod uwagę poprzedni akapit – że ten film się Andersonowi udał. Ale się udał. Mamy coś pomiędzy „Chinatown”, „Big Lebowskim” a „Las Vegas Parano”. Kryminał, w którym widz się gubi, próbując na własną rękę domyślać się o co chodzi, za to odpręża się próbując chłonąć absurdy Ameryki z lat 70-tych (w pewnym sensie, pod tym względem, ten film trochę przypomina... „Misia”). Tytułowa „wada ukryta” to termin wzięty z fizyki, używany też m.in. w naukach prawnych, oznaczający nieusuwalną cechę danego obiektu, która ostatecznie doprowadzi ten obiekt do rozpadu (metal rdzewieje – taka jego natura). Anderson nie mógł zrobić spójnego filmu, ekranizując Pynchona. Pynchon nie mógł napisać spójnej historii, opisując amerykańskie społeczeństwo...

Scena warta uwagi:

Doc Sportello jedzie samochodem z zakrapianej alkoholem i upudrowanej narkotykami imprezy, ze swoim asystentem (o którym niewiele wiadomo), dentystą-pedofilem oraz pewną nieletnią dziewczyną. Zostają zatrzymani do kontroli przez policjanta. Nie wiem nawet jak tę scenę opisać, bo ona nie ma żadnego sensu. Ale to cały film w pigułce.



wtorek, 19 maja 2015, kubadybalski

Polecane wpisy