Blog > Komentarze do wpisu

Most szpiegów – Zimnowojenne geszefty

(Bridge of Spies, 2015)

Reżyseria: Steven Spielberg

Scenariusz: Matt Charman, Joel Cohen, Ethan Cohen

Grają (ci istotni): Tom Hanks, Mark Rylance, Amy Ryan

5/10

Gdyby tylko problem polegał na tym, że Tom Hanks w co drugiej scenie macha amerykańską flagą i śpiewa „Gwiaździsty Sztandar”, rzecz byłaby do przełknięcia. Amerykanie mają ten przykry feler, że bardzo trudno im zrobić film historyczny bez patosowatego zadęcia. Spielberg nie jest od tego feleru wolny, choć akurat jemu zdarzają się filmy bez patosu, podczas gdy wielu jego kolegom z branży się nie zdarzają. W każdym razie „Most szpiegów” jasno daje do zrozumienia, że w czasie Zimnej Wojny byliśmy dobrzy („my” w sensie – Amerykanie, młodszym czytelnikom Filmotatnika warto wyjaśnić, że wtedy to nie byliśmy „my”), a oni byli źli. A jak wymienialiśmy szpiegów, to oni – źli ludzie ze wschodu - chcieli nas wydymać, ale ponieważ jesteśmy inteligentniejsi, piękniejsi i mamy rację moralną, to my wydymaliśmy ich. Wszystko to w bardzo ładnie sfilmowanej rzeczywistości przełomu lat 50-tych i 60-tych, ale dbałość o szczegóły wizualne to akurat duży atut Spielberga. A Wrocław udający na ekranie Berlin Wschodni podobał mi się szczególnie. Tylko, że jeśli weźmiemy w nawias machanie amerykańską flagą, to to co zostaje, wcale na kolana nie rzuca. Historia, na pierwszy rzut oka ciekawa, jest mało emocjonująca, w przegródce z filmami szpiegowskimi to nie będzie film na czele stosiku, bo choć ładny, to niespecjalnie wciągający. Bardzo mi brakowało jakiegokolwiek napięcia, a główny bohater w największym niebezpieczeństwie znajduje się w momencie gdy w Berlinie grupa wyrostków kroi go z płaszcza i portfela. Nikomu rzecz jasna nie życzę, ale rozumiecie...

Najjaśniejszym elementem filmu jest za to rola Marka Rylance'a, który kradnie film Hanksowi. Jako radziecki szpieg Rudolf Abel jest świetny. Jeśli gdziekolwiek szukać jakiejkolwiek próby pracy aktora nad postacią, stworzenia z niej czegoś niejednoznacznego, to właśnie w tym przypadku. Abel jest jednocześnie inteligentny i opanowany, a jego spokój podczas kolejnych zdarzeń każą zastanowić się co nim kieruje. Odpowiedzi drogi widzu na to pytanie rzecz jasna od twórców filmu nie dostaniesz, podobnie jak na kilka innych, pojawiających się w dość mocnych scenach (kilkuletni syn głównego bohatera tłumaczy ojcu sens wyprzedzającego uderzenia nuklearnego – uczyli go o tym w szkole). Przecież nie chodziło o roztrząsanie moralnych postaw w czasach zimnowojennych, tylko nakręcenie filmu o dobrych Amerykanach i złych Sowietach. Ale na Brytyjczyku jednak warto zawiesić oko. I choć oscarowa nominacja dla filmu jest pomyłką, to akurat nominacja dla Rylance'a, który jest zresztą póki co faworytem bukmacherów, jest słuszna.

Scena warta uwagi:

Bardzo fajne są wszystkie kręcone we Wrocławiu. Cóż, takie już Filmotatnikowe skrzywienie...

P.S. Skoro są już nominacje, to tradycyjnie filmotatnik bierze się za ranking filmów, które powinny dostać nagrodę (przez ostatnie dwa lata trafiał bez pudła). Będzie łatwo o tyle, że połowa nominowanych już została na blogu opisana. „Most szpiegów” nie zasłużył ani na nagrodę, ani na nominację. Poniżej ranking na dziś z linkami do poprzednich notek.

1. „Big Short” - 8/10
2. „Marsjanin” - 5/10
3. „Most szpiegów” - 5/10
4. „Mad Max: Na drodze gniewu” - 4/10

Do ocenienia: „Zjawa”, „Spotlight”, „Brooklyn”, „Room”



sobota, 16 stycznia 2016, kubadybalski

Polecane wpisy