Blog > Komentarze do wpisu

Lobster – Kochać jak zwierzę

(Lobster, 2015)

Reżyseria: Iorgos Lanthimos

Scenariusz: Efthymis Filippou, Iorgos Lanthimos

Grają (ci istotni): Colin Farrell, Rachel Weisz, Lea Seydoux, Ariane Labed, Ben Whishaw, John C. Reilly, Angeliki Papoulia

7/10

Iorgos Lanthimos nie jest normalnym zjadaczem chleba, bo ktoś taki nie wymyśliłby i nie pokazał tak sugestywnego w szczegółach świata bez miłości. Nie lubi widza, bo gdyby lubił, to nie męczyłby go co chwila niepokojącymi pytaniami o to, czy nie jesteśmy zbyt mocno podobni do jego bohaterów. Nie lubi też współczesnego świata, bo na każdym kroku obnaża to, co wielu uznaje za jego wyjątkowe osiągnięcie czyli obrzydliwie bezosobowy profesjonalizm, który każdego sprowadza do roli klienta, którego trzeba obsłużyć w wysokim standardzie. Niezależnie od tego, czy chodzi o wypełnienie ankiety z nowo przyjętym do hotelu, czy o znalezienie miłości. Z tych trzech nieładnych cech wychodzi bardzo dobry film, którego największy feler jest taki, że polski dystrybutor, nie wiedzieć dlaczego, nie przetłumaczył tytułu...

Dystopie pojawiają się ostatnio w różnych postaciach w kinie (nowy „Mad Max”, „Snowpiercer”, a częściowo też „Wróg” Denisa Villeneuve'a wg prozy Jose Saramago), o ile jednak zwykle są to szczególne okoliczności zewnętrzne, z którymi muszą zmagać się ludzie, to w filmie Lanthimosa rzeczywistość jest najzwyczajniejsza pod słońcem, a kłopotem są sami ludzie. Grek pokazuje świat, w którym nie ma miejsca dla singli, więc dążenie do znalezienia pary sprowadzone jest do absurdalnej walki o to, by nie zostać zamienionym w zwierzę. Jak w każdej porządnej dystopii widz poznaje też w pewnym momencie ruch oporu, ale myliłby się ten, kto spodziewałby się go w postaci grupy hipisów uprawiającej wolną miłość rano, w południe wieczorem, i w nocy. Ponieważ Lanthimos nie ogranicza się do efektownego pomysłu, ale z uporem śledzi wszystkie jego konsekwencje, nie da się filmu streścić w harlequinowym haśle, że „miłość odróżnia ludzi od zwierząt”, czy czymś podobnym. Rzecz jest wielokrotnie bardziej skomplikowana i im bardziej się w nią wgłębiamy, tym mniej śmieszna, a bardziej straszna. Może rację ma jeden z brytyjskich recenzentów, który napisał, ze w połowie filmu Lanthimosowi kończą się pomysły i trochę traci się obecny na wstępie zachwyt wyobraźnią reżysera, ale i tak jeśli lubicie wychodzić z kina z myślą „mój Boże, ale naprawdę to chyba tak nie jest?” to wam się spodoba.

Scena warta uwagi:

O tym, że w człowieku krąży jednak krew, nie woda i jest to stworzenie, w którym emocje jednak są i wyprać go z nich się nie da, reżyser daje znać w pierwszej scenie filmu. Pozornie niespecjalnie związanej z całą resztą.

P.S. Na plakacie nazwano film „an unconventional love story”. Bardzo unconventional...



niedziela, 13 marca 2016, kubadybalski

Polecane wpisy