Blog > Komentarze do wpisu

Lion. Droga do domu – Lwiątko

(Lion, 2016)

Reżyseria: Garth Davis

Scenariusz: Luke Davies na podstawie „A Long Way Home” Saroo Brielaya i Larry'ego Buttrose'a

Grają (ci istotni): Dev Patel, Nicole Kidman, Rooney Mara

6/10

Wzruszająca i pięknie sfilmowana prawdziwa historia o indyjskim chłopcu ze slumsów, który ni stąd ni zowąd znalazł się w Kalkucie, tysiąc mil od domu, do którego wrócił po ćwierć wieku. Czeka właśnie na rozdanie Złotych Globów z czterema nominacjami (w tym za najlepszy film dramatyczny), ileś nagród już zebrał, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że nieco na wyrost. Owszem, rzucają się w oczy zdjęcia, pozostaje w uszach świetna ilustracja muzyczna, ale sama historia nieco traci na tempie w drugiej części filmu. Główny bohater trochę szuka domu, trochę nie szuka, a motyw wokół którego osnute są jego wątpliwości – czy odnalezienie biologicznej rodziny zmieni jego stosunki z tymi, którzy go wychowali – wypada raczej blado. Szanse na aktorskie złote Globy ma Nicole Kidman i Dev Patel. Tylko ona na nominację zasłużyła.

„Lion...” nie ucieknie od porównania ze „Slumdogiem...”, który swego czasu zgarnął Oscara za najlepszy film (i siedem w innych kategoriach), zresztą polski dystrybutor sam porównuje oba filmy na plakatach („Slumdog był wymyślony, a Lion to prawdziwa historia, kupujcie bilety, ble ble...”). Ale o ile dzieło Danny'ego Boyle'a to był film pełną gębą, pełna rozmachu opowieść, która miała ambicję opisać Indie - zresztą całkiem nieźle jej to wyszło – to „Lion...” jest co najwyżej w porządku. Nie wyjdziecie z kina z poczuciem zmarnowanego czasu, ale też nie będzie to film, który zapamiętacie na długo.

Scena warta uwagi

Mały Saroo trafia do ośrodka dla bezdomnych dzieci gdzieś pod Kalkutą. Pierwsza rozmowa z chłopcem z którym wspólnie je obiad, rozmowa dwóch kilkulatków, jest żywcem wzięta z amerykańskich więziennych filmów. Robi wrażenie.

P.S. To kolejny film, w którym polski dystrybutor bezmyślnie przetłumaczył tytuł. Polski tytuł powinien brzmieć „Lwiątko” (w filmie nie ma żadnego lwa, ale dość szybko można się domyślić jak się znalazł w tytule, wyjaśnienie w napisach końcowych), ewentualnie po prostu „Droga do domu”, co byłoby banalne, bo pewnie sto siedemnaście różnych filmów zatytułowano tak, albo podobnie, ale jednak sensowniejsze.

piątek, 23 grudnia 2016, kubadybalski

Polecane wpisy