Blog > Komentarze do wpisu

La La Land – Miasto tańczy i śpiewa

(La La Land, 2016)

Reżyseria: Damien Chazelle

Scenariusz: Damien Chazelle

Grają (ci istotni): Emma Stone, Ryan Gosling, John Legend

8/10

Bardzo efektowny film, który garściami czerpie z olbrzymiej tradycji amerykańskich musicali, i to mniej nawet z tych w okolicach „Moulin Rouge”, a bardziej z tych zbliżonych do „Deszczowej piosenki”. „La La Land” już od początku równa poziomem rozśpiewania i roztańczenia z finałowymi scenami z Bollywood, operator kamery dokonuje przez dwie godziny cudów ekwilibrystyki, a przez samą historię płynie się swobodnie. Reżyser po mistrzowsku kieruje uwagą widza. Jeśli spodziewacie się czegoś na zasadzie „pięć minut gadania, pięć minut piosenki” to dostaniecie coś zupełnie przeciwnego. Chazelle nadał filmowi własną konstrukcję. Im relacje Mii i Sebastania robią się poważniejsze, tym mniej serwuje wesołego muzykowania, aż do finału, który w takich filmach musi być tąpnięciem. I jest. Filmotatnik nie byłby zawiedziony, gdyby dostał Oscara za reżyserię. Bo za najlepszy film, to chyba jednak nie.

Rzecz w tym że jeśli ktoś idzie do kina po rozrywkę (w jak najbardziej pozytywnym i poważnym znaczeniu tego słowa), po to, żeby się zachwycić tym o na ekranie, to „La La Landem” się istotnie zachwyci. Jeśli jednak chodzi do kina by posłuchać i obejrzeć historię, opowieść, to w gronie nominowanych są po prostu filmy lepsze. Filmotatnik chodzi do kina i po to pierwsze, i po to drugie, ale jednak bardziej po to drugie. Nie znaczy to, że film Chazelle'a jest głupi i banalny. Niby młody reżyser zrobił film kompletnie inny od kameralnego przecież „Whiplash”, ale tak naprawdę znów opowiada o tym że młodzież nie potrafi odpuścić, tam gdzie powinna to zrobić. Tyle, że nie jest pod tym względem zaskakujący. Ona i on się zakochują, chcą gonić marzenia, chcą być perfekcyjni, życie weryfikuje ich plany. Nawet wspomniany w poprzednim akapicie efektowny koniec filmu, też już amerykańskie kino wypróbowało (tytułu nie podam, żeby nie zdradzać co się stało). Jeśli więc zastanawiacie się czy iść – tak, zdecydowanie. To świetny film. Jeśli zastanawiacie się, czy powinien dostać Oscara – nie.

Scena warta uwagi:

Rzecz jasna ta z piosenką. Najlepsza to chyba ta, gdy Mia i Sebastian śpiewają razem przy fortepianie.

P.S. Amerykańscy bukmacherzy zwykle się nie mylą, ale „Zjawa” też miała zgarnąć nagrodę, a przegrała z prostym filmem o dziennikarzach, no to może teraz też się pomylą. Klasyfikacja oscarowa Filmotatnika wygląda więc tak (tytuły to linki kierujące do notek):

1. „Nowy początek” - 9/10

2. „Manchester by the Sea” - 8/10

3. "La La Land" - 8/10

4. „Aż do piekła” - 7/10

5. „Lion. Droga do domu” - 6/10

6. „Przełęcz ocalonych” - 2/10

Do obejrzenia: „Fences”, „Ukryte działania”, „Moonlight”.

sobota, 04 lutego 2017, kubadybalski

Polecane wpisy