Blog > Komentarze do wpisu

33 WFF – dzień siódmy i ósmy. Szkoła, KGB, napady, Mossad i jeleń

„Harpun”

(„Arpon”, reż. Tom Espinoza, Wenezuela/Argentyna 2017)

Minus, za argentyński film o dyrektorze szkoły z kłopotami i buntującej się uczennicy. Na dobrą sprawę nie wiadomo o co głównym bohaterom chodzi, zakończenie niczego nie wyjaśnia. Niby reżyser chciał pokazać dwoje ludzi na krawędzi, ale dyrektor w szkole stosuje takie metody wychowawcze, że nie tyle ryzykuje wyrzuceniem (jak w filmie), ale już dawno nie powinien tam pracować, a pewnie siedzieć w więzieniu. Niewiele się w „Harpunie” trzyma kupy, właściwie nie ma historii. Szkoda czasu.

„Syndrom pustego siodła”

(„Tureckoje siedlo”, reż. Yusup Razykow, Rosja 2017)

Plus za film, którego reżyser dość zawile tłumaczył tytuł (to schorzenie przysadki mózgowej, które może powodować zmiany w zachowaniu), ale w sumie jest to historia byłego kagiebisty, który na emeryturze niespecjalnie umie zerwać z przeszłością i dawnymi nawykami. Mógłby to być film o starości, ale jedna nasz bohater jest niezwyczajnym emerytem, wciąż ma pewne umiejętności i wciąż może liczyć na opiekę dawnych kolegów. Tłem jest bardzo ciekawa historia związana z młodą sąsiadką i zaskakujące zakończenie. Tak się powinno opowiadać historie filmowe.

„Bantyta, który pachniał whiskey”

(„A Viszkis”, Nimrod Antal, Węgry 2017)

Plus, za węgierską wersję „Życia Carlita”, albo „Człowieka z blizną”. Nimrod Antal nakręcił film na podstawie prawdziwej historii największego tamtejszego bandyty, który w latach 90-tych napadł na prawie trzydzieści banków, a gdy go złapano, uciekł z więzienia i jeszcze przez jakiś czas się ukrywał. Choć sama historia momentami jest rysowana dość grubą kreską, a próba przypisania głównemu bohaterowi jakiś innych motywów niż po prostu kasa, raczej się nie udała, to Antal zadbał by był to film ładny wizualnie, a przede wszystkim ze świetną, dudniącą muzyką. No i jedna z pierwszych kwestii w filmie „Dzień dobry państwu, to jest napad”, jest ewidentnym nawiązaniem do „Pulp Fiction”, a to fajne.

„Schronienie”

(„Shelter”, reż. Eran Riklis, Izrael 2017)

Minusik raczej, bo choć ten izraelski thriller szpiegowski został nakręcony ze wszelkimi dobrymi praktykami dla sensownych filmów tego rodzaju (tzn. więcej tu groźby strzelania niż samego strzelania), to jednak John Le Carre nawet by na to coś nie spojrzał. Za dużo tu mielizn fabularnych, za dużo nielogiczności w poczynaniach głównej bohaterki, za bardzo to wszystko naciągane. W dodatku aktorki są nierówne Neta Riskin jako agentka Mossadu bardzo mi się podobała. Znana skądinąd Golshifteh Fahrani, jako ochraniana przez nią libanka, wypada zdecydowanie blado.

„Zabicie świętego jelenia”

(„Killing of a Sacred Deer”, reż. Yorgos Lanthimos)

Duży plus, bo to chyba najlepszy film Lanthimosa, jaki Filmotatnik widział. Grek zastanawia się co to jest sprawiedliwość i co się stanie jeśli do współczesnej, europejskiej społeczności, przyzwyczajonej do tego, że sprawiedliwe jest ukaranie sprawcy, dopasujemy prawa rządzące w społeczności innej pewnie bardziej pierwotnej, gdzie sprawiedliwe jest wyrównanie krzywdy, w dodatku rozumiane dosłownie. Dodatkowo „Jeleń” pokazuje jak cienka jest granica między człowiekiem nowoczesnym, a kimś kto niebezpiecznie zbliża się do zwierzęcia, w czym przypomina trochę „The Square” Rubena Ostlunda. Tyle tylko że film Lanthimosa trzyma w napięciu zdecydowanie bardziej.

sobota, 21 października 2017, kubadybalski

Polecane wpisy