Blog > Komentarze do wpisu

Gra o wszystko – Słaba karta

(Molly’s Game, 2017)

Reżyseria: Aaron Sorkin

Scenariusz: Aaron Sorkin

Grają (ci istotni): Jessica Chastain, Idris Elba, Kevin Costner, Chris O’Dowd

 4/10

Jeśli w „Steve Jobs” przysypialiście na bezsensownie długich, bilateralnych rozmowach kilkorga głównych bohaterów o ich własnych uczuciach, a akcja posuwała się do przodu dzięki zmianie konfiguracji rozmawiających i przeskakiwaniu o kilka lat wte i we wte, to przeżyjecie deja vu. Historię Molly Bloom, która przez kilka lat organizowała grę w pokera najbardziej znanym i najmajętniejszym Amerykanom napisał i debiutancko wyreżyserował Aaron Sorkin, czyli scenarzysta tamtego filmu. To zresztą scenarzysta kilku bardzo udanych filmów, dlatego boli, że właśnie scenariusz w „Grze o wszystko” kuleje tak, że bolą zęby. Do końca filmu nie dowiedziałem się, czy oglądam film gangsterski, dramat psychologiczny, film biograficzny. Nie dowiedziałem się też, czy to co robiła pani Bloom, a co jest główną osia filmu, właściwie jest legalne, czy nielegalne.

Bo historia trafiła się Sorkinowi absolutnie fascynująca i rzecz jasna jest oparta na faktach i na książce, którą prawdziwa Molly napisała. Dziewczyna, niedoszła olimpijka w narciarstwie organizowała grę w pokera w Los Angeles, gdzie znani aktorzy (m.in. Tobey Maguire, Ben Affleck czy Leonardo DiCaprio) w wynajętym przez nią pokoju hotelowym przegrywali i wygrywali duże sumy, a także w Nowym Yorku, gdzie z jej usług korzystali rosyjscy mafiosi. Co z tego, kiedy zamiast krwisty film o pokerze, oglądamy, jedna za drugą, rozmowy o życiu, przerywane scenami w których Molly przeżywa rozmaite rozterki a z offu opowiada, że je przeżywa. Ponieważ do filmu zatrudniono niezłych aktorów, a oni się starają, wychodzi czasem przedziwnie. W jednej ze scen, gdy Molly rozmawia z ojcem, co w założeniu miało być najbardziej wzruszającą sceną w filmie, publiczność w kinie się śmiała.

Scena warta uwagi:

Pierwsza, wprowadzająca do filmu. To najlepsza jaką w życiu widziałem, kilkuminutowa sekwencja nagrana głównie po to, bo na końcu powiedzieć „fuck you!”. To akurat twórcom filmu wyszło.

Scena warta uwagi

środa, 10 stycznia 2018, kubadybalski

Polecane wpisy