Blog > Komentarze do wpisu

Trzy billboardy za Ebbing, Missouri – Uważaj, bo trafisz na afisz

(Three Billboards Outside Ebbing, Missouri, 2017)

 

Reżyseria: Martin McDonagh

Scenariusz: Martin McDonagh

Grają (ci istotni): Frances McDormand, Sam Rockwell, Woody Harrelson, Peter Dinklage, John Hawkes, Abbie Cornish

7/10

Nie jest to film pogodny, choć widownia co i rusz wybucha śmiechem. Nie jest to dreszczowiec, choć cała historia oparta jest na brutalnej śmierci i nie jest ona jedyną w tym filmie. Nie jest to też film obyczajowy, o życiu w małym mieście na Środkowym Zachodzie USA, bo jednak podpalenia, pobicia, wyrzucanie przez okno, przemoc domowa, rasizm, etc. to jednak dość sporo na zwykły „obyczaj”. To jest jakiś taki miks wszystkiego co powyżej, w dodatku miks bardzo sprawnie opowiedziany i z nieoczywistym zakończeniem. McDonagh po mistrzowsku bawi się z widzami, każąc im śmiać się gdy za chwilę sprawy przybierają śmiertelnie poważny obrót i zadumać się, gdy sytuacja robi się w zasadzie absurdalna. Nie pozwala polubić żadnego z głównych bohaterów, ale też nie pozwala żadnego znienawidzić. Dawno nie było filmu, który tak umiejętnie zmusza do wstrzymania się z ocenami, a jednocześnie ewidentnie wciąga. Bo każdy chce wiedzieć jak skończy się batalia Mildred o to, by ktoś ruszył tyłek i znalazł zabójców jej córki.

Wygląda na to, że „Trzy billboardy…” to jeden z głównych oscarowych faworytów, bo zgarnął cztery Złote Globy w ważnych kategoriach (film dramatyczny, scenariusz, główna rola żeńska, drugoplanowa rola męska) . Może się Akademii spodobać, bo jest w każdym calu „amerykański”. Fajne jest też to, że McDonagh oparł obsadę na starszych aktorach, a główną rolę dał być może najbardziej niedocenianej (przez widzów i media, bo raczej nie przez reżyserów) amerykańskiej aktorce, czyli Frances McDormand, która mimo, że kiedyś tam zagrała w „Fargo”, przewija się zwykle gdzieś na drugim planie. Jednego Oscara już ma (właśnie za „Fargo”). Rzecz w tym, że sam film, choć bardzo dobry, z doskonałymi rolami i świetnie napisany, jest właśnie - bardzo dobry, ale nie świetny. Ani przełomowy, ani innowacyjny, ani olśniewający jakimś elementem. Na statuetkę Akademii jednak chyba nie zasługuje. Jeśli wygra, to dzięki słabej konkurencji, a tego bym nie chciał.

Scena warta uwagi:

Gdy Charlie, były mąż Mildred, wpada do ich domu, zrobić awanturę o billboardy. Ta jedna scena, w której uczestniczą cztery osoby, mogłaby być egzaminem na każdej aktorskiej uczelni. Każda z postaci musi w mig zmienić nastrój, emocje, tempo i ton mówienia. W filmie wychodzi majstersztyk.

niedziela, 21 stycznia 2018, kubadybalski

Polecane wpisy