Blog > Komentarze do wpisu

Sicario 2. Soldado – Po strzelony

(Sicario. Day of the Soldado, 2018)

Reżyseria: Stefano Sollima

Scenariusz: Taylor Sheridan

Grają (ci istotni): Josh Brolin, Benicio Del Toro, Catherine Keener

5/10

Sequel zapadającego w pamięć filmu sprzed trzech lat to w zasadzie druga połowa tamtego „Sicaria”, tylko że bez Emily Blunt, bez reżysera Denisa Vileneuve’a i bez zmarłego niedawno autora muzyki Johanna Johannssona. Twórcy wyszli z założenia, żeby przede wszystkim niczego nie zepsuć, więc zapadająca w pamięć muzyka Johannssona i w tym filmie została wykorzystana, a za ścieżkę dźwiękową odpowiedzialna jest wiolonczelistka, która z nim wcześniej pracowała. Doskonałego operatora Richarda Deakinsa, zastąpił nie mniej doskonały Dariusz Wolski. Rzecz wciąż polega na tym, że Brolin i Del Toro krwiście strzelają się w okolicach amerykańsko-meksykańskiej granicy z wytatuowanymi latynoskimi mafiosami z brutalnością, która zawstydziłaby Cormaca McCarthy’ego. Historię znów napisał Taylor Sheridan, czyli przeciętny aktor serialowy, który kilka lat temu postanowił pisać scenariusze (w końcu, dlaczego nie?) i za swój drugi scenariusz – „Aż do piekła” – dostał nominację do Oscara (a powinien dostać Oscara). Pierwszym był pierwszy „Sicario”.

Tak więc jeśli polubiliście tamten film, to i atmosfera tego wam się spodoba. Rzecz w tym, że tu nie ma nic nowego. To naprawdę jest wyciągnięcie ile się da z atmosfery, muzyki, aktorów czy zdjęć tamtego filmu. Fajne były zdjęcia z helikoptera i scena, w której karawana samochodów przejeżdża granicę? Fajna. To w „…Soldado” przejadą w te i we w te. Brolin nie miał skrupułów wobec przesłuchiwanych? Nie ma jeszcze bardziej. Jednostkę, nawet współpracownika, można było poświęcić dla sprawy? Nie zdychają też w „dwójce”. Wszystko tu jest tak samo, tylko czasem bardziej. Ale odsmażane nie jest tak dobre, jak świeże. Co się sprawdza z pierogami, raczej nie sprawdza się z filmami.

Scena warta uwagi:

Mimowolnie ten film pokazuje absurd sytuacji na amerykańsko-meksykańskiej granicy i to, że świstek papieru, czyli paszport rozdziela ludzi na tych, którzy ryzykują rozerwanie karabinem  od tych, którzy machają nim na granicy ledwo zatrzymując samochód. Gdy dwaj bohaterowie siedzą nad rzeką i przed przejeżdżającym radiowozem chowają piwo, ci na drugim brzegu uciekają, bojąc się o życie.

sobota, 28 lipca 2018, kubadybalski

Polecane wpisy