niedziela, 17 lutego 2019

(Black Panther, 2018)

 

Reżyseria: Ryan Coogler

Scenariusz: Ryan Coogler, Joe Robert Cole

Grają (ci istotni): Chadwick Boseman, Lupita Nyong’o, Michael B. Jordan, Martin Freeman, Andy Serkis, Angela Bassett, Daniel Kaluuya, Forest Whitaker, Isaach de Bankole

3/10

To jeden z tych filmów, które należałoby oglądać, z góry dając sobie spokój z doszukiwaniem się jakiejkolwiek logiki, politycznego, czy faktograficznego sensu. Byłby to wtedy jeden z dziesiątków filmów o superbohaterach. Niestety „Czarna Pantera” ma duże ambicje, żeby powiedzieć coś istotnego o współczesnym świecie i mówi, niestety wychodzi z tego bełkot, podlany sosem „black power”. Otóż wynika z filmu, że w sercu Afryki istniałoby mocarstwo i jednocześnie kraj wiecznej szczęśliwości (Wakanda), gdyby tylko były tam: a) niewyczerpane zasoby bogactw mineralnych, b) supernowoczesne technologie c) supersilni i kuloodporni ludzie. Mocarstwo nie byłoby demokracją tylko jednoosobową dyktaturą, ale wszyscy byliby tak szczęśliwi, że (prawie) nikomu by to nie przeszkadzało. Mocarstwo jednocześnie byłoby całkowicie odcięte od świata, ale z drugiej strony każdy obywatel jeździłby sobie swobodnie po wszystkich krajach. Mocarstwo byłoby oazą pokoju, dopóki nie doszłoby tam do wojny domowej (hej, z czegoś trzeba zrobić film). Wszyscy by się tam wzajemnie kochali, ale i tak miałoby supernowoczesną technologię wojskową i świetnie wyszkolone siły zbrojno-policyjne (kobiece, rzecz jasna - to Hollywood, a przed chwilą było #MeToo). Aha, jeszcze byłyby strzelające dzidy i bojowe nosorożce.

Nie ma w tym filmie niczego oryginalnego. Niczego. Zamieńcie księcia T’Challę na Thora i wyjdzie wam „Thor”. Dobry bohater, zły bohater. Zły wygrywa, dobry się podnosi z porażki, duża bitwa, dobry wygrywa. „Czarna Pantera” nie jest pierwszym filmem superbohaterskim lub franczyzową superprodukcją dostrzeżoną przez oscarowe jury. Trzecia część „Władcy Pierścieni” zgarnęła 11 Oscarów, w  tym za najlepszy film. Nagrodę za rolę Jokera otrzymał pośmiertnie Heath Ledger. Nawet rok temu nominację scenariuszową dostał „Logan: Wolverine”. Ale choćby ten ostatni film był o tym, jak superbohater się starzeje, co w sytuacji gdy robi się bezradny. Twórcy tego jednak nietypowego filmu – dość ryzykownie – demitologizowali, pompowany przez lata wizerunek głównego bohatera. W „Czarnej Panterze”  wszystko lata, furczy, wybucha, a dobro (afro-amerykańskie) na końcu zwycięża. Logiki brakuje, również odpowiedzialnym za oscarową nominację dla tego filmu.

Scena warta uwagi

Superabsurdalna jest scena w koreańskim Pusan, gdzie książę, jego dziewczyna i szefowa wojska wyruszają w misji incognito.

Ściąga oscarowa

Wszystkie filmy nominowane do Oscara w głównej kategorii obejrzane. Wychodzi na to, ze najlepszym z nich jest meksykańska "Roma", co źle rokuje jeśli chodzi o szanse "Zimnej wojny" jeśli chodzi o nagrodę w kategorii "najlepszy film anglojęzyczny". "Roma też jest tam nominowana i głupio było by ją uznać za najlepszy film generalnie ale tę drugą nagrodę dać innemu filmowi, choć tak powinni akademicy zrobić. Czołówka jest jednak dość wyrównana. Są jeszcze dwa inne filmy, które mogłyby dostać nagrodę bez większego skandalu. No i dwa kolejne, w przypadku których byłaby niespodzianka, ale nie katastrofa.

1. Roma 8/10
2. Green Book 8/10
3. Faworyta 8/10
4. Narodziny gwiazdy 7/10
5. Vice 7/10
6. Bohemian Rhapsody 6/10
7. Czarne Bractwo. BlacKkKlansman 3/10
8. Czarna Pantera 3/10

niedziela, 10 lutego 2019

(Favourite, 2018)

 

Reżyseria: Yorgos Lanthimos

Scenariusz: Deborah Davis, Tony McNamara

Grają (ci istotni): Olivia Colman, Rachel Weisz, Emma Stone, Nicholas Hoult

8/10

Efektowna historia walki o władzę między trzema kobietami – angielską królową Anna Stuart, jej przyjaciółką Sarah Churchill, księżną Malborough, oraz jej kuzynką Abigail, baronesą Masham. Reszta w tym filmie to tło. Wojny prowadzone przez imperium wyrastające na najpotężniejsze na świecie, toczą się gdzieś, nie wiadomo gdzie. Mężczyźni na dworze mają status tak gdzieś miedzy paprotką (odźwierny komnat Anny), a uporczywym komarem (lider torysów w parlamencie Robert Harley, świetnie odegrany przez Houlta). Poddani to nawet nie scenografia, ale wspomnienie między kwestiami. Rzecz toczy się o to, kto zdobędzie względy zdziecinniałej i niepełnosprawnej, ale jednocześnie potężnej, bo jednym słowem decydującej o przyszłości, małżeństwie, czy wojnie, królowej. Sarah swoją królową jednocześnie kocha, wykorzystuje, ale jej nie współczuje i jej nie rozumie. Abigail, jej nie kocha, choć jej współczuje, a wykorzystywania musi się nauczyć. Z całego tego gailmatiasu wyszły aż trzy nominacje aktorskie. Trudno powiedzieć, dlaczego za rolę pierwszoplanową akurat dla Colman. Amerykańscy akademicy prawdopodobnie rzucali monetą.

Lanthimos robi filmy zawsze w ten sam sposób. Wymyśla reguły, a potem wrzuca w nie swoich bohaterów i jak na dłoni pokazuje widzowi, że natura ludzka potrafi swojego nosiciela doprowadzić do niezwykłych decyzji, jeśli tylko okoliczności go do tego zmuszą. Przekonuje, ze moralność i zasady, są tylko wytworem warunków, a w jakich ludziom przyjdzie działać. W dodatku Grek ma niezwykłą umiejętność redukcji – i osobowej i przestrzennej. Doskonały, szekspirowski właściwie, poemat o władzy potrafił ograniczyć do trzech kobiet, trzech komnat i trzech klatek z królikami. Świat jest temu reżyserowi niepotrzebny, ludzie mu wystarczą.

Scena warta uwagi:

Scena balu i tańca. Doskonała.

Ściąga oscarowa

1. Roma 8/10
2. Green Book 8/10
3. Faworyta 8/10
4. Narodziny gwiazdy 7/10
5. Vice 7/10
6. Bohemian Rhapsody 6/10
7. Czarne Bractwo. BlacKkKlansman 3/10

Do obejrzenia: „Czarna pantera".

 

sobota, 09 lutego 2019

(Bohemian Rhapsody, 2018)

 

Reżyseria: Bryan Singer, Dexter Fletcher

Scenariusz: Anthony McCarten

Grają (ci istotni): Rami Malek, Tom Hollander, Aidan Gillen, Mike Myers

6/10

Bardzo klasyczny film biograficzny. Jeśli spodziewacie się, że czegoś nowego dowiecie się i Queen i Freddiem Mercurym. Główny bohater zaczyna śpiewać w zespole, szybko odnosi sukces, komponuje nowe piosenki, koncertuje, imprezuje, rozstaje się z zespołem, dowiaduje się, że ma AIDS, z powrotem się schodzą i grają na Live Aid. Tyle. No może jeszcze w międzyczasie żeni się i rozchodzi z żoną. Cały film wydaje się złożony ze scen koncertowych – fakt, że zagranych bardzo wiernie, ostatnia scena w filmie to właśnie koncert podczas Live Aid i pełne 20 minut (choć niestety dla potrzeb filmu wycięto np. „We Will Rock You”) – i scen z komponowania piosenek, które akurat wypadają bardzo efektownie, przetykanych scenami z rozmowami o życiu, w czasie których padają raczej banalne kwestie.

Rami Malek, który chyba jest według specjalistów głównym kandydatem do zgarnięcia Oscara, włożył w granie lidera Queen mnóstwo energii i to widać na ekranie. Nie jest łatwo zagrać taką postać tak, żeby widzowie choć na chwilę zapomnieli, ze to aktor odgrywający Mercury’ego. A jemu się jednak udaje. Jeśli jednak jesteście ciekawi, czy sam śpiewa, to nie. Głos, którego w filmie pełno, to mieszanina głosu Maleka, nagrań Mercury’ego i głosu pewnego kanadyjskiego piosenkarza, specjalnie zatrudnionego do filmu. To sprawia, że rola trochę blednie, zwłaszcza jeśli mieć w pamięci, że np. Bradley Cooper w „Narodzinach gwiazdy” jednak gra i śpiewa zapijaczonym głosem samodzielnie.

Scena warta uwagi

Mrugnięciem do widza jest Mike Myers, który pojawia się kilka razy w filmie w roli zblazowanego dyrektora EMI Raya Fostera. Myers generalnie gra jedną miną – totalnego zniechęcenia - i nic mu się nie podoba. A warto pamiętać, że jeśli Bohemian Rhapsody kojarzy się z jakimkolwiek filmem, to przede wszystkim ze „Światem Wayne’a”.

Ściąga oscarowa

1. Roma 8/10
2. Green Book 8/10
3. Narodziny gwiazdy 7/10
4. Vice 7/10
5. Bohemian Rhapsody 6/10
6. Czarne Bractwo. BlacKkKlansman 3/10

 

Do obejrzenia: „Czarna pantera", „Faworyta".

 

18:58, kubadybalski , musical
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 lutego 2019

(Vice, 2018)

 

Reżyseria: Adam McKay

Scenariusz: Adam McKay

Grają (ci istotni): Christian Bale, Steve Carell, Amy Adams, Jesse Plemons, Sam Rockwell, Naomi Watts

7/10

Film w gwiazdorskiej obsadzie z popisową rolą Christiana Bale’a, którym reżyser i scenarzysta Adam McKay mógłby z powodzeniem zawstydzić Olivera Stone’a i Spike’a Lee razem wziętych. „Vice” to filmowa biografia Dicka Cheneya, republikańskiego urzędnika, potem kongresmena, potem biznesmena branży zbrojeniowej, a w końcu (w tej roli go znamy) wiceprezydenta u George’a Busha juniora. Cheney w filmie McKaya to czyste zło. Polityk, który władzę wykorzystuje nawet nie dla pieniędzy, ale dla zdobycia jeszcze większej władzy. To Cheney, jak sugeruje nam film, w praktyce rządził Ameryką przez osiem bushowych lat, to on podejmował decyzje po zamachach 9/11 i to w istocie wywołał wojnę w Iraku. W całym filmie jest jedna (słownie: jedna) scena, w której tytułowy bohater okazuje serce (w przenośni, bo dosłownie też okazuje). W dodatku, żeby nie zdradzać, ma to potem konsekwencje.

McKay to w Hollywood postać specyficzna. To człowiek, który znany był z tego, że pisał i reżyserował komedie z Willem Ferrellem. Aż kilka lat temu nakręcił „Big Short”, świetny dramat o przyczynach krachu na rynku kredytów hipotecznych w USA, który przerodził się w gigantyczny kryzys finansowy. Film był tak zjawiskowo i nowatorsko opowiedzianą historią, że McKayowi przyniosło to Oscara za scenariusz. „Vice” jest opowiadany w podobny sposób. Można się pogubić w wątkach, ale nie ominie was atmosfera filmu. Rzecz w tym, że film nawet nie sili się, na jakiekolwiek cieniowanie, próbę ważenia racji, etc. Cheney to według McKaya diabeł i tyle. Fakt, że jest to paszkwil wybitnie efektowny.

Scena warta uwagi:

Z przyjemnością patrzy się na wszystkie chrząknięcia, tiki, mruknięcia które Bale daje swojemu Cheneyowi. To doskonała rola. Co prawda Liz Cheney, córka byłego wiceprezydenta, dziś kongresmenka z Wyoming, zapytana o film, odparła, że „Bale miał okazję wreszcie zagrać prawdziwego superbohatera i totalnie to spartolił”. Ale cóż, bezczelność odziedziczyła po tacie.

Ściąga oscarowa

1. Roma 8/10
2. Green Book 8/10
3. Narodziny gwiazdy 7/10
4. Vice 7/10
5. Czarne Bractwo. BlacKkKlansman 3/10

Do obejrzenia: „Bohemian Rhapsody", „Czarna pantera", „Faworyta".

sobota, 02 lutego 2019

(BlacKkKlansman)

 

Reżyseria: Spike Lee

Scenariusz: Charlie Wachtel, David Rabinowitz, Kevin Willmott, Spike Lee

Grają (ci istotni): John David Washington, Adam Driver

3/10

Tępa agitka, która ma na celu przekonanie widza, że USA wciąż są krajem rasistowskim, a za wszystko jest odpowiedzialny Donald Trump, który co najmniej zezwala na to, by Ku Klux Klan mordował czarnoskórych Amerykanów (Trump pojawia się na końcu, choć nie ma to żadnego związku z fabułą, ale Spike Lee go nie lubi). Rzecz w tym, że taką agitkę można zrobić efektownie (np. w jeszcze nieopisanym na Filmotatniku „Vice”), albo topornie. „Czarne bractwo…”, niestety, to ten drugi przykład. Ale, że w tym roku Oscary zapowiadają się na imprezę wybitnie polityczną, z coraz wyraźniejszą, jak się Filmotatnikowi wydaje, szkodą dla filmowej jakości, trzeba to przeboleć. Zresztą nie tylko w Hollywood się mylą, bo film dostał też Grand Prix, czyli drugą co do ważności nagrodę, w Cannes.

Najlepszy w  tym filmie jest pomysł, zresztą oparty na wspomnieniach prawdziwego policjanta Rona Stallwortha. Tenże, świeżo przyjęty do policji w Colorado Springs, pierwszy policjant-Afoamerykanin w mieście, postanawia zadzwonić do Ku Klux Klanu, który… ogłasza się w gazecie. W ten sposób zostaje członkiem, a gdy trzeba się pokazać braciom, zastępuje go partner z policji. Tu dobre się kończy. Film ma potencjał komediowy, ale nie jest zabawny. Ma potencjał na dramat, ale ten Ku Klux Klan jest zbyt rozlazły, żeby się go bać. Ma potencjał, by pokazać że szowinizm, nawet wyznawany, przez troglodytów z prowincji, może się skończyć tragedią, ale ten przekaz gdzieś się rozpływa. Ma potencjał by pokazać, że nienawiść zarówno ze strony „białej” (KKK) i „czarnej” („Czarne Pantery”) jest równie destrukcyjna, ale reżyser przez cały film nie może się zdecydować, czy rzeczywiście chce powiedzieć to, czy może zupełnie przeciwnie – że biedni Afroamerykanie byli uciskani przez opresyjny system. Wyszedł z tego nudny film.

Scena warta uwagi:

Scena w której świadek linczu o nim opowiada mogłaby być mocna, gdyby nie przebitki raz za razem na potakujących i płaczących studentów. Wyszło łopatologicznie.

Ściąga oscarowa

1. Roma 8/10
2. Green Book 8/10
3. Narodziny gwiazdy 7/10
4. Czarne Bractwo. BlacKkKlansman 3/10

Do obejrzenia: „Bohemian Rhapsody", „Czarna pantera", „Faworyta", „Vice". 

 

19:19, kubadybalski , obyczajowy
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
Filmotatnik gdzie indziej
Tagi