czwartek, 17 listopada 2016

(Arrival, 2016)

Reżyseria: Denis Villeneuve

Scenariusz: Eric Heisserer na podstawie opowiadania „Story of Your Life” Teda Chianga

Grają (ci istotni): Amy Adams, Jeremy Renner, Forest Whitaker

9/10

Świetny film, w którym akurat najmniej istotni są kosmici. Denis Villeneuve już kilkakrotnie udowodnił, że potrafi stworzyć hipnotyzujący klimat i nakręcić film ilustrowany pięknymi zdjęciami i pozostającą w głowie na długo muzyką, którą już po raz trzeci nagrał dla niego Johann Johannsson. Tym razem pracował jednak na doskonałym scenariuszu. W efekcie mamy zaskakującą, wzorowo przemyślaną i poprowadzoną historię. Elementy, które stopniowo wydają się ważne, ale widz nie ma do nich klucza, z biegiem czasu układają się w błyskotliwą opowieść. Nie nagle, ale stopniowo, kawałek po kawałku. Można odkrywać tajemnicę filmu razem z główną bohaterką. A gdy się już ją odkryje, widz pozostaje z ostatnim pytaniem, którego kompletnie się nie spodziewał. Dawno nie byłem na filmie, którego oglądanie sprawiłoby mi taką frajdę. O ile „Sicario”, przy wszystkich powyższych zaletach, kończy się dość banalnie, to „Nowy początek” imponuje zakończeniem, a właściwie całą konstrukcją opowieści.

To tak fajnie przemyślany film, że nawet nie przeszkadzają nieliczne mielizny, gdy Amerykanie zachowują się bezsensownie (może to nie mielizny?). Mamy więc lingwistkę, która zostaje poproszona przez wojsko o nawiązanie kontaktu z kosmitami, których 12 statków wylądowało w 12 miejscach na świecie, w tym na jednej z równin Montany. Zamiast nawalanki rodem z „Dnia niepodległości”, kanadyjski reżyser opowiada pasjonująco o próbie nawiązania rozmowy z kimś, kto nie tyle mówi innym językiem, ale początkowo nawet nie wiadomo, czy można o nim powiedzieć „ktoś”. Tylko pozornie już takie historie opowiedziano w „Bliskich spotkaniach trzeciego stopnia” czy w „Kontakcie”, bo z „Nowego początku” dużo więcej można się dowiedzieć o ludziach niż o kosmitach. W dodatku twórcy każą widzom w niecodzienny sposób spojrzeć na język i jego rolę, która wykracza daleko poza proste narzędzie do przekazywania informacji. Z filmu dowiecie się np. dlaczego nie należy uczyć kosmitów grać w szachy. Warto obejrzeć. Bardzo.

Scena warta uwagi:

Jest ich wiele, niestety nie mogę zdradzić które. Po obejrzeniu jednak na pewno będziecie to wiedzieć.

wtorek, 01 listopada 2016

(Prosta historia o morderstwie, 2016)

Reżyseria: Arkadiusz Jakubik

Scenariusz: Arkadiusz Jakubik, Igor Brejdygant, Grzegorz Stefański

Grają (ci istotni): Filip Pławiak, Kinga Preis, Andrzej Chyra, Ireneusz Czop

5/10

Trzeba na reżysera Arkadiusza Jakubika chuchać i dmuchać, bo choć "Prosta historia o morderstwie" jest filmem pełnym mielizn i nieco irytującym, to łatwo dostrzec, że Jakubik lubi dobre amerykańskie kino i chce się na nim wzorować, choć tym razem mu nie wyszło. Wyszedł mu film bardziej efekciarski niż efektowny. Np. bardzo podoba mi się główny motyw muzyczny, tyle że jest go za dużo i w złych miejscach. Skakanie miedzy przeszłością a teraźniejszością robi historii źle, bo łatwo można się w tym pogubić, tym bardziej, że grający głównego bohatera Filip Pławiak ma tę samą minę przez półtorej godziny. Trudno się wiec czasem zorientować, czy to już po tytułowym morderstwie, czy jeszcze przed. Watek brata-gangstera jest bezsensowny, bo dla fabuły nie ma żadnego znaczenia i mogłoby go nie być. Z drugiej strony nietypowa scena rozmowy w języku migowym w łazience jest doskonała.

Tym co ciągnie film w dół jest niestety wspomniany Pławiak. Amerykanie od czasu do czasu robią thriller w którym głównemu bohaterowi świat się wali na głowę, musi ogarnąć siedemnaście rożnych rzeczy, zdobyć pieniądze, uratować kobietę i na końcu przeżywa, albo nie, ale tak czy siak wszystko kończy się dobrze. Takie filmy, jak "Życie Carlita", "Chłopcy z ferajny", czy, żeby nie szukać daleko, "Wilk z Wall Street", opierają się na postaci głównego bohatera. Tymczasem Jacek jest nijaki, bo Pławiak jest nijaki. Gdyby ta rola była choć w połowie tak brawurowa, jak Kingi Preis, film byłby lepszy.

Scena warta uwagi:

Pomysł, by najmłodszy brat Jacka był głuchoniemy, powstał chyba tylko po to, by nakręcić wspomniana scenę w łazience. Tym razem było warto.

17:10, kubadybalski , thriller
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
Filmotatnik gdzie indziej
Tagi