wtorek, 13 listopada 2018

(First Man, 2018)

Reżyseria: Damien Chazelle

Scenariusz: Josh Singer na podstawie "First Man: The Life of Neil A. Armstrong"

Grają (ci istotni): Ryan Gosling, Claire Foy, Jason Clarke, Kyle Chandler, Ciaran Hinds

8/10

To nie jest film o lądowaniu na Księżycu, choć właśnie ta scena, ilustrowana zapadającą w pamięć muzyką Justina Hurwitza, ma szansę przejść do historii kina. Nieprzypadkowo Księżyc nie zmieścił się w tytule. Nieprzypadkowo też Amerykanie nie mieli do tej pory porządnego filmu o Armstrongu i szybciej doczekał się go Lance, największy oszust w historii sportu, niż Neil, pewnie najbardziej znany podróżnik w historii ludzkości. Trudno bowiem zrobić wciągający film o małomównym, raczej naukowcu niż pilocie. Trio, które podjęło się wyzwania to scenarzysta Josh Singer, reżyser Damien Chazelle i aktor Ryan Gosling, czyli w sumie sześć nominacji i dwa Oscary. Razem stworzyli spójną i wielowymiarową, a jednocześnie bardzo kameralną historię o człowieku, współczesnym Hiobie, który mimo, że wielokrotnie dostawał w kość to ani na moment nie zwątpił, że niemożliwe nie istnieje. I jakkolwiek sztampowo brzmi zdanie, które przed chwilą przeczytaliście, to o tym właśnie jest ten film, w dodatku bez grama sztampy, więc ogląda się go świetnie.

Gosling znów, jak w “Drive” czy “Tylko Bóg wybacza”, mówi mało. Ale tym razem to małomówność dojrzalsza, o wiele trudniejsza do zagrania niż “taki jestem nieśmiały, ale mogę dać ci po gębie”. Jego Armstrong to człowiek, którego właściwie nie należałoby wpuścić do kokpitu. Człowiek, który popełniał mnóstwo błędów, przytłoczony prywatną tragedią. Kto inny jednak miał większe doświadczenie, by dokonać czegoś, czego nikt wcześniej nie dokonał i poradzić sobie z górą problemów, z jaką nikt wcześniej sobie radzić nie musiał? Singer z Chazellem całą historię zamknęli klamrą. Ich Armstrong to człowiek, który podjął się rzeczy niemożliwej. Na początku filmu mu się nie udaje, ale udaje się na końcu.

Mnóstwo w tym filmie drobiazgów opowiedzianych bez zadęcia. Gdy szef astronautów w NASA Deke Slayton tłumaczy przyszłym pilotom, jeszcze na początku projektu Gemini, skalę wyzwania, używa dwóch tablic. Banalne, ale tak właśnie ta scena mogła wyglądać. Gdy Armstrong, po kilku śmiertelnych wypadkach jest pytany, czy cały ten wyścig w kosmos ma sens, odpowiada, że teraz za późno, by się wycofać. Najsensowniejsza odpowiedź. Czasem ma się wrażenie, że kilku wątków nie pociągnięto. Że fascynujący byłby film o ściganiu się z Rosjanami, albo skupiający się na tym, jak kosmicznie (nomen omen) niewykonalnym zadaniem był pomysł, by polecieć na Księżyc. Ale, jak ustaliliśmy na początku, nie jest film o Księżycu.

Scena warta uwagi:

Lądowanie. Poniżej muza.

poniedziałek, 12 listopada 2018

(Suspiria, 2018)

Reżyseria: Luca Guadagnino

Scenariusz: David Kajganich

Grają (te istotne): Tilda Swinton, Dakota Johnson, Mia Goth, Chloe Grace Moretz

5/10

Remake włoskiego horroru z lat 70-tych to, z grubsza, dwie i pół godziny oglądania nieco zawstydzonej Dakoty Johnson i nieco zakłopotanej Tildy Swinton, poprzetykanej gdzieniegdzie scenami pełnymi wrzasków i generalnie sytuacji, w których osobę na ekranie bardzo boli i za chwilę wyzionie ducha. Nie ma co specjalnie śledzić fabuły, bo do końca filmu i tak nie wszystkie wątki staną się jasne. Warto za to podziwiać Swinton, bo ten film jest jej indywidualnym popisem. Brytyjka potrafi zagrać wszystko.

Dobrze robi filmowi przeniesienie go do Berlina – głównie Zachodniego, trochę Wschodniego. Filmowcy ostatnio coraz bardziej lubią umieszczać fabułę właśnie w tych przedziwnych ale malowniczych dwóch miastach, a w przypadku Suspirii Guadagnino bardzo mocno zadbał o szczegóły. Cały film ma mocno nierzeczywistą, zamkniętą atmosferę. Taka właśnie jest szkoła tańca, w której wszystko się odbywa i taki był sam Berlin w czasach, o których mowa. Te przeskoki między tym co magiczne, a tym co rzeczywiste, z biegiem filmu coraz bardziej się zacierające, sprawiają, że oglądając „Suspirię" trochę traci się poczucie czasu. Ale nie jest to film koniecznie do zobaczenia.

Scena warta uwagi

Duże wrażenie robią sceny tańca (diabelska forma sztuki, nawiasem mówiąc). Ich przygotowanie musiało zająć sporo pracy. 

12:17, kubadybalski , horror
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
Filmotatnik gdzie indziej
Tagi