niedziela, 26 marca 2017

(Pokot, 2017)

Reżyseria: Agnieszka Holland

Scenariusz: Agnieszka Holland, Olga Tokarczuk na podstawie powieści tej drugiej „Prowadź swój pług przez kości umarłych”

Grają (ci istotni): Agnieszka Mandat, Wiktor Zborowski, Jakub Gierszał, Borys Szyc, Andrzej Grabowski, Tomasz Kot, Katarzyna Herman

7/10

Jeśli od kina oczekuje się żeby mówiło to, co ludziom aktualnie chodzi po głowie, to chyba trudno znaleźć od tego lepszą specjalistkę niż Agnieszka Holland. Choć znalazłoby się co najmniej kilka lepszych filmów, które nakręciła, to „Pokot” ma tę wartość, że idealnie wstrzelił się w swój czas, choć przecież powieść Tokarczuk, dość wiernie zekranizowana, została wydana już kilka lat temu. I nie chodzi tu tylko o pseudoministra, który nie jest ogólnonarodowym pośmiewiskiem tylko dlatego, że w rządzie są śmieszniejsi od niego. Bardziej o to, że dopiero jakoś tera Polacy odkrywają, że w tym kraju jest ogromna i potężna rzesza pasjonatów, których hobby polega na mordowaniu. W dodatku są zdziwienie, że inni są tym zdziwieni.

W „Pokocie” nie chodzi o zwierzęta, tylko o ludzi. To film o „nawiedzonej wariatce”, która z uporem maniaka walczy z całym światem. Holland nie tylko pokazuje jej racje, które zwykle umykają przesłonięte przez ekscentryczność, ale przede wszystkim – i to jest olbrzymia siła tego filmu – wskazuje jak bezsilny bywa człowiek wobec otaczającej go obojętności i jak przerażająca to sytuacja. Nie trzeba wielkiego wysiłku by dostrzec, że Duszejko ma rację. Wskazuje na oczywiste łamanie prawa, niemoralne zachowania ludzi, niewychowawcze postępowanie szkoły, kompletny brak miłosierdzia kościoła, etc. Wszyscy dookoła widzą babę krzyczącą, że „zabijanie zwierząt jest złe” i tyle, i pukają się w czoło. Holland za to pokazuje właśnie, że zabijanie zwierząt jest sprzeczne z tym, co szereg szacownych osób i instytucji głosi wszem i wobec, by od czasu do czasu wyskoczyć sobie do lasu. Kto czytał powieść i tak obejrzy z zainteresowaniem. Kto nie czytał, niech przeczyta a potem obejrzy.

Scena warta uwagi:

Pierwsza w filmie. Przepiękna. W dodatku podkreślona doskonałą muzyką, która jest dużym plusem „Pokotu”.

P.S. Świetny jest anglojęzyczny plakat. Warto go tu pokazać.



13:44, kubadybalski , thriller
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 marca 2017

(Ah-ga-ssi, 2017)

Reżyseria: Park Chan-wook

Scenariusz: Park Chan-wook, Chung Seo-kyung na podstawie powieści „Fingersmith” Sarah Waters

Grają (ci istotni): Kim Min-hee, Kim Tae-ri, Ha Jung-woo, Cho Jin-woong

7/10

Oglądając ten film dostaniecie wszystko, czego można się spodziewać po koreańskim thrillerze erotycznym, a więc wisielców, dręczenie dzieci oraz seks ze zwierzętami (i założę się, że nie zgadniecie, o jakie zwięrzę chodzi). Poza tym dostaniecie bardzo efektowny dreszczowiec, w którym co jakiś czas historia wywraca się do góry nogami. Park Chan-wook samą opowiesć snuje po mistrzowsku (choć też trzeba przyznać, choc trochę rozwleka), każe widzowi myśleć w taki sposób, jaki jest mu potrzebny, by za chwilę go zaskoczyć. Rzecz jasna od początku zdajemy sobie sprawę, że chodzi o odgadnięcie kto z kim kogo wystrychnie na dudka, ale do końca nie można być pewnym, że rzeczywiście nasi faworyci okażą się tymi, którzy wygrywają. Często ten film nazywa się „bardziej tarantinowskim od filmów Tarantino”. Nie do końca, bo koreański reżyser wywleka na wierzch uczucia swoich bohaterów, a przecież uczucia bohaterów Tarantino wyrażają się głównie w tym czy strzelają spokojnie, czy może wpakowują w ofiarę cały magazynek. Ale jednak pogmatwanie historii trochę ich upodabnia.

Co więcej Park Chan-wook jest szczególarzem. Wnętrza i krajobrazy są piękne, a operator nie żałował taśmy by to pokazać. Świetna jest też muzyka. Cała wizualna i dźwiękowa strona filmu ma zbudować atmosferę, która pozwoli na śledzenie losów głównych bohaterów. Nie odwraca od nich uwagi, ale nie da się oprzeć wrażeniu, że każde ujęcie jest dokładnie zaplanowane, namalowane, a następnie odtworzone w rzeczywistości. Być może najbardziej przy tym filmie napracowali się scenografowie. Warto iść na ten film również po to, żeby się napatrzyć.

Scena warta uwagi:

Choćby jedna z pierwszych w filmie gdy Sook-hee jedzie samochodem do dworu, w którym będzie służyć jako pokojówka. Już wtedy widać jak ładny film będziemy oglądać.

P.S. No i plakat. Plakat jest wybitny.



16:35, kubadybalski , thriller
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 marca 2017

(Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej, 2017)

Reżyseria: Maria Sadowska

Scenariusz: Krzysztof Rak

Grają (ci istotni): Magdalena Boczarska, Eryk Lubos, Piotr Adamczyk, Borys Szyc

6/10

Ten film ma kilka zalet i kilka wad. Choć w polskim kinie już parę lat temu coś drgnęło i produkuje filmy, na które nie tylko da się chodzić, ale wręcz chodzi się z przyjemnością, to cierpi wciąż na deficyt sympatycznych i uśmiechniętych bohaterów. Ci dostępni widzom, przeważnie cierpią bo przeżywają wewnętrzne rozterki („Zjednoczone Stany Miłości”), cierpią bo są społecznie dysfunkcjonalni („Ostatnia rodzina”), cierpią bo czasy są podłe („Powidoki”), albo zwyczajnie są przedmiotem niekontrolowanej fali zbrodni i okrucieństwa („Wołyń”). Istotnie trudno zachować dobry humor. Tym milej ogląda się pozytywnie nastawioną i pełną energii Michalinę Wisłocką, która przecież w życiu jakoś wybitnie wygodnie nie miała. W dodatku Magdalena Boczarska gra ją brawurowo. Po raz kolejny udowadnia, że to nazwisko na plakacie, to gwarancja jakości, a nie tylko (choć przecież również), kawałka nagości tu czy ówdzie. Dla Boczarskiej warto na ten film iść, bo jako jedyna nie wygląda jak rekwizyt, który ma widzowi przypominać, że rzecz dzieje się w PRL-u.

No i tu dochodzimy do minusów. „Sztuka kochania...” nie unika problemu wielu filmów opowiadających historię sprzed kilkudziesięciu lat, w których dużo uwagi zwraca się na to, żeby po ulicy przejechał autobus-ogórek, ale mniej, żeby ta ulica nie wyglądała jakby z niej przepędzono przed chwilą przechodniów, żeby nakręcić trzy sceny. Wychodzi z tego mało przekonujący obrazek. Naprawdę nie trzeba każdemu aktorowi przyprawiać wąsów, a każdej kobiecie fryzury z lat siedemdziesiątych. W ten PRL po prostu trudno uwierzyć, więc i historię ogląda się bez wielkich emocji. Historię, choć z gigantycznym potencjałem, to jednak dość chaotyczną, w której kilka postaci pojawia się nie wiadomo skąd i nie wiadomo gdzie ginie (mężczyzna spod prysznica, dozorca (?), przez kwadrans byłem przekonany, że Szyc gra jakiegoś konferansjera), a twórcy chcieli przekazać kilka morałów, kilka przestróg i kilka mrugnięć do widza, więc wszystko się miesza. Montażysta ciął aż miło. Ale film nie jest tak zły, jak moglibyście się obawiać, choć też nie tak dobry jak mógłby być.

Scena warta uwagi:

Eryk Lubos podrywający Boczarską jest bezbłędny.



19:00, kubadybalski , obyczajowy
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
Filmotatnik gdzie indziej
Tagi