poniedziałek, 15 kwietnia 2013

(Citizen Kane, 1941)

Reżyseria: Orson Welles

Scenariusz: Herman J. Mankiewicz, Orson Welles

Grają (ci istotni): Orson Welles

7/10

Ponoć rolę swojego życia Welles zagrał, nie w filmie, nie przed radiowym mikrofonem strasząc Nowojorczyków „Wojną Światów”, ale 22 lutego 1941 r. na prywatnym pokazie dla szefów wytwórni RKO, prawników i szefów nowojorskich firm (przytaczam za fajnym serwisem „Czytam w wannie”). W płomiennym przemówieniu uratował film przed zniszczeniem. Dlaczego? Otóż pierwowzorem Charlesa Fostera Kane'a był magnat medialny William Randolph Hearst, który przed premierą uruchomił całą machinę mającą powstrzymać film przed upublicznieniem. Korzystając ze swoich mediów próbował m.in. rozpętać kampanię przeciw zatrudnianiu imigrantów w Hollywood, co znacząco odczuliby finansowo wszyscy. Naciskani przez niego szefowie m.in. MGM, Foxa i Paramounta proponowali RKO ponad 800 tys. dol. (mniej więcej tyle wyniosły koszty produkcji) za sprzedaż negatywu filmu, w celu zniszczenia. Wytwórnia RKO się nie ugięła. W sumie na filmie nie zarobiło za dużo (zyski wyniosły jakieś 1,5 mln dol.) ale za to przeszła do historii. Prawnicy, którzy obejrzeli film doradzili wycięcie kilku drobiazgów, które w zbyt bezpośredni sposób wskazywałyby na Hearsta. Z ponad dwugodzinnego filmu ucięto trzy i pół minuty. Za zgodą Wellesa.

W ogóle to co się działo wokół filmu jest nie mniej ciekawe, a może ciekawsze niż sam film. Wartością „Obywatela Kane'a” jest maestria techniczna, w wielu elementach pionierska 70 lat temu, a dziś powszechnie używana w filmach (podwójne kadrowanie, ujęcia postaci z dołu i z góry, liczne efekty specjalne, charakteryzacja). Sama historia, choć ciekawa, dziś nie wydaje się specjalnie odkrywcza. Takich filmów było sporo, zarówno jeśli chodzi o treść, jak i konstrukcję fabuły. Dziś „Obywatela Kane'a” ogląda się z myślą, że podobnych i to lepszych filmów, już się kilka widziało. Tyle, że wszystkie nakręcono później.

Jeśli filmy, jak ludzie, mogą się „ładnie zestarzeć”, to ten właśnie tak zrobił.

Scena warta uwagi:

Trudno wybrać jedną, ale niech to będzie scena przemówienia wyborczego Kane'a. Kto zwróciłby uwagę, że kręcono ją w studio, część tego co widzimy na ekranie to zminiaturyzowana makieta i machinacje perspektywą oraz ujęciami, a publiczność to zdjęcie? I to wszystko zrobiono 70 lat temu!



01:22, kubadybalski , obyczajowy
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 kwietnia 2013

(Here Be Dragons, 2011)

Reżyseria: Roland Joffe

Scenariusz: Roland Joffe

Grają (ci istotni): Charlie Cox, Wes Bentley, Olga Kurylenko, Derek Jacobi, Dougray Scott

3/10

Roland Joffe – agnostyk – nakręcił hagiografię Josemarii Escrivy, założyciela Opus Dei. To jeszcze filmu nie dyskwalifikuje, bo i hagiografie mogą być dobre. Ale mieszanina uśmiechniętego księdza i zbolałych min cierpiących, jest momentami ciężkostrawna. Szkoda, bo tak naprawdę dobrych filmów z hiszpańską wojną domową w tle nie jest dużo, a przydałyby się. Co drugi rozpolitykowany student jakiegokolwiek kierunku humanistycznego będzie do ostatniej kropli krwi bronić swojej opinii na temat tego, czy Franco był bohaterem, czy może zbrodniarzem. A tak naprawdę wiedza o tym skądinąd szalenie ciekawym fragmencie historii XX w. jest pobieżna. Wracając do filmu, to wciąż zachodzę w głowę po co reżyser i scenarzysta dzielił historię na dwa wątki, które poza początkiem (i na siłę końcem filmu) kompletnie się ze sobą nie wiążą. Wszystko tu jest pełne patosu, łopatologii, i tworzenia symboliki na siłę. Miał wejść do polskich kin w czerwcu zeszłego roku. Nie wszedł i nie wiadomo dlaczego. Mam nadzieję, ze nie dlatego, że kontrowersyjny, ale dlatego, że słaby.

Jakby tego było mało polski dystrybutor się nie popisał tłumacząc tytuł. Oryginalny „There Be Dragons” (czy w hiszpańskiej wersji „Encontraras dragones”) odnosi się do dawnego zwyczaju kartografów, którzy na skraju map, w miejscu nieznanych wód, umieszczali łacińską inskrypcję „Hinc sunt dracones”, czyli w wolnym tłumaczeniu: „Tu mieszkają smoki”. Fajny tytuł, wieloznaczny, akurat do tematu wojny hiszpańskiej pasujący doskonale. Ale w Polsce film otrzymał letni tytuł „Gdy budzą się demony”, pasujący do thrillera erotycznego klasy B. Nie można się było postarać?

Scena warta uwagi:

Z całego zalewu lukru wylewającego się z ekranu na Escrivę, może warto wyróżnić scenę, w której umiera Honorio. Mimo wszystko wzruszająca. Zresztą grający Honoria Derek Jacobi to jeden z niewielu aktorów w filmie, na których da się patrzeć.



poniedziałek, 01 kwietnia 2013

"Promontory" z filmu "Ostatni Mohikanin" - Trevor Jones

„Ostatni Mohikanin" to jeszcze jeden film, który jest znany głównie dzięki muzyce, a konkretnie głównemu motywowi, a może jeszcze bardziej dzięki fragmentowi zatytułowanemu „Promontory”. Trochę niesprawiedliwie, bo to bardzo porządny film. Zresztą wspomniany utwór, który wpada w ucho i chyba każdy go kojarzy, też został potraktowany niespecjalnie sprawiedliwie. Gdy rozdawano oscary za najlepszą piosenkę i najlepszy soundrtack w 1992 r. oba zgarnął disneyowski „Alladyn” (kto pamięta muzykę z tego filmu?). „Ostatni Mohikan” dostał tylko nagrodę za montaż dźwięku, w wyżej wymienionych kategoriach nie był nawet nominowany.

Historia nagrania tego utworu jest dość skomplikowana. Reżyser Michael Mann początkowo chciał muzyki elektronicznej. Potem zmienił zdanie i stwierdził, że film lepiej będzie ilustrowała muzyka orkiestry. Więc kompozytor Trevor Jones w pośpiechu przekomponowywał kolejne utwory, a o pomoc w stworzeniu kilku z nich z braku czasu poprosił Randy’ego Edelmana. Wspólnie wpadli na pomysł wykorzystania w filmie - po pewnych przeróbkach - utworu „The Gael”, szkockiego folkowego pieśniarza Dougie’ego McLeana. Ten zresztą też nie wziął pomysłu z powietrza, bo źródeł „The Gael” niektórzy doszukują się w barokowym motywie zwanym „Folia” lub „Follia”, wykorzystywanym np. przez Vivaldiego. Jest pewne podobieństwo.

Michael Mann zresztą z „Promontory” nie rozstał się po „Ostatnim Mohikaninie”. W 2007 r. nakręcił bardzo znaną reklamę dla Nike „Leave Nothing” właśnie ze wspomnianą muzyką.

Zakładki:
Filmotatnik gdzie indziej
Tagi