poniedziałek, 18 kwietnia 2016

(Blackhat, 2015)

Reżyseria: Michael Mann

Scenariusz: Morgan Davis Foehl, Michael Mann

Grają (ci istotni): Chris Hemsworth, Viola Davis

5/10

Ci, którzy lubią filmy Michaela Manna (a Filmotatnik zalicza się do jego niereformowalnych, bezkrytycznych wyznawców) znajdą w „Hakerze” wszystko to co sprawia, że jest reżyserem nie do podrobienia. Zdjęcia kręcone kamerą cyfrową, zamiłowanie do filmowania miasta w nocy dużo częściej, niż wynikałoby to z fabularnej konieczności, bezbłędnie dobrane role drugoplanowe i epizody, szczególnie jeśli chodzi o czarne charaktery, klimatyczną muzykę, leniwie rozwijającą się historię prowadzącą do efektownego końca, moralne dylematy sprowadzające się zawsze do ostatecznego pytania - obowiązek, czy kobieta – z oczywistym, ostatecznym wyborem. No i najlepsze (najlepsze!) strzelaniny jakie w historii kina zaprezentowano widzom. W „Hakerze” co najmniej dwie, w Hong Kongu i Dżakarcie, są równie dobre, jak te z poprzednich filmów Manna.

Mimo tego nie ma co się dziwić, że film odniósł w zeszłym roku spektakularną finansową klapę, jak żaden z poprzednich jego filmów (fakt, że może sobie na to pozwolić, bo przeważnie to co nakręci kosztuje dużo, ale zarabia jeszcze więcej). Mann wyraźnie nienajlepiej czuje się w klimatach komputerowych i wśród cyberterrorystów. Gdy w „Miami Vice” chodziło o przemyt narkotyków, film był pełen emocji w każdej scenie. Ale trudno wywołać napięcie gdy bohater gapi się w ekran komputera, nawet jeśli jest Chrisem Hemsworthem i tłumaczy, że właśnie się włamał do komputera NSA. Gdyby nie sceny akcji, kończyłoby się przysypianiem.Z filmami Manna jest generalnie tak, że z każdym kolejnym obejrzeniem, film wydaje się fajniejszy. To naprawdę niezwykły efekt, przetestowany przez Filmotatnik na różnych tytułach. Niestety „Haker” obejrzany po raz drugi jest równie miałki, jak za pierwszym razem. Tak więc dla wyznawców. Reszta może sobie darować.

Scena warta uwagi:

Z dwóch wspomnianych scen strzelanin fajniejsza jest chyba ta w Dżakarcie, bo dzieje się w nocy. Mistrz.

piątek, 01 kwietnia 2016

(Concussion, 2016)

Reżyseria: Peter Landesman

Scenariusz: Peter Landesman

Grają (ci istotni): Will Smith, Alec Baldwin, David Morse, Albert Brooks

5/10

Will Smith był jednym z najmocniej gardłujących przeciw temu, że #OscarsSoWhite. Oczywiście można uznać, że bezczelnie nie mógł się pogodzić z pominięciem przez Akademię. Tym bardziej, że jego aktorskie dokonania w ostatnich latach nie rzucają na kolana. Ale już po pierwszej scenie filmu wiadomo, że oscarowa nominacja należała mu się jak psu buda. Rzadko się zdarza, że aktor już na wstępie uwodzi widza. Smith jako pracujący w USA nigeryjski doktor Bennet Omalu, który ponad dekadę temu dostrzegł, udowodnił i opisał związek między licznymi urazami głowy a późniejszymi zaburzeniami psychicznymi graczy futbolu amerykańskiego, robi to brawurowo. Tworzy na ekranie postać, w którą się wierzy i w dodatku którą się lubi, a ponoć granie tych dobrych jest dużo trudniejsze, niż granie bandziorów.

Poza tym jest średnio. Nagradzany, choć kompletnie niezauważony przez Akademię, „Wstrząs” na nic więcej poza nominacja dla Smitha nie zasłużył. Twórcy mogli nakręcić efektowną opowieść o starciu dwóch wartości. O tym czy warto (jak bardzo warto?) ryzykować zdrowiem i życiem dla sportu, który jest nie tylko pasją dla wielu, nie tylko gigantycznym biznesem, ale też pełni istotną funkcję społeczną, choćby poprzez cały system stypendialny. Niestety ledwo przemykają się po powierzchni tego tematu. Skręcają w stronę banalnej historii Nigeryjczyka, który chce być Amerykaninem (tak, tak, na ekranie się nie pojawia, ale w tle powiewa gwiaździsty sztandar...) i dzielnie stawiając czoła przeciwnościom losu okazuje się uosobieniem amerykańskich wartości. Choć to historia żywcem przypominająca choćby rewelacyjnego „Informatora” Michaela Manna, to napięcie osiąga co najwyżej stany letnie. Momentami film jest wdzięczny, głównie dzięki Smithowi, ogląda się go przyjemnie, ale nic ponadto.

Scena warta uwagi:

Pierwsza w filmie, wspomniana na wstępie. Omalu jest przesłuchiwany w sądzie w sprawie apelacji mordercy skazanego na śmierć. Zanim go wybroni, musi przekonać ławę przysięgłych, że mówiący z silnym akcentem absolwent uniwersytetu medycznego w Enugu, zna się na rzeczy. Robi to.

Zakładki:
Filmotatnik gdzie indziej
Tagi