wtorek, 23 maja 2017

(All Governments Lie, 2016)

Reżyseria: Fred Peabody

Bez oceny

Takie rzeczy zdarzają się bardzo rzadko. Zazwyczaj „fake news” jest konsumowany w samotności, częściej występuje na facebookowym feedzie, rzadziej w telewizji, tak czy inaczej nie mamy możliwości oglądania na żywo reakcji publiczności, patrzącej na nieprawdę stylizowaną na prawdę.

Ja tę reakcję widziałem, widziałem nawet kilka osób oklaskujących film „All Governments Lie”, podczas niedawnego warszawskiego festiwalu Docs Against Gravity.

Pierwsza lampka ostrzegawcza powinna była zapalić się po kilku sekundach projekcji, gdy okazało się, że producentem filmu jest Oliver Stone, który właśnie pojechał do Cannes w roli pożytecznego idioty Władimira Putina, druga, gdy na ekran wszedł Michael Moore, posługujący się fake newsami, na długo, zanim ktokolwiek pomyślał, by je tak nazywać. Nawiasem mówiąc, „Fahrenheit 9/11” występuje w filmie jako wiarygodne źródło.

***

Reżyser Fred Peabody zaprosił Moore’a, Carla Bernsteina, Noama Chomsky’ego i innych, by pobiadolili nad stanem dziennikarstwa. Wszyscy startują od niezbyt kontrowersyjnej tezy, że systemy demokratyczne potrzebują dziś dziennikarstwa śledczego bardziej niż kiedykolwiek, a obowiązkiem mediów jest kontrolowanie władz. Peabody wraz ze swoimi gośćmi idzie jednak dalej. Ich zdaniem mainstreamowe media służą za tuby władz, dodatkowo są zniewolone przez globalne korporacje, płacące im za reklamy, a w ogóle to wolą koncentrować się na losach Kim Kardashian i Justina Biebera. Prawdziwe dziennikarstwo jest natomiast uprawiane poza największymi koncernami medialnymi.

Zatrzymajmy się na chwilę nad zależnościami między koncernami medialnymi i korporacjami, gdyż sposób ich pokazania w filmie doskonale oddaje metodę Peabody’ego. Otóż zdaniem reżysera, CNN, NBC, „New York Times”, „Washington Post” i reszta mainstreamu nie opowiedzą się przeciwko kolejnej amerykańskiej wojnie, gdyż straciliby reklamy od szeroko pojętego przemysłu zbrojeniowego. Nie rzucą też na sztandar walki z globalnym ociepleniem, gdyż przestaną się u nich ogłaszać kopalnie, elektrownie i inne firmy niszczące klimat. Ile czasu antenowego CNN poświęca na walkę z globalnym ociepleniem? Jaki procent budżetu stacji stanowią wpływy od firm, które przyczyniają się globalnego ocieplenia? Tego reżyser nam nie mówi. Tak jest i już.

Ja oczywiście nie wykluczam, że los CNN zależy od reklam granatników, strzelb, czołgów itd., biorę nawet pod uwagę, że granatniki są na tej antenie reklamowane bez przerwy. Ale od reżysera stawiającego tak mocną tezę, wymagam twardych danych. Albo reklamy producentów granatników stanowią 1, 10, albo 90 procent budżetu CNN. I albo globalne ocieplenie zajmuje 1, 10 albo 90 procent czasu antenowego CNN.

***

Reżyser pokazuje nam też ostatnich sprawiedliwych. Dziennikarzy, którzy poza mediami głównego nurtu odwalają fantastyczną robotę. W przeciwieństwie do pustych sprzedawczyków z telewizji są to wyłącznie ludzie bez skazy, traktujący swój zawód jak misję.

Za autorytet robi zatem Matt Taibbi z „Roling Stone”, który kilka lat temu bronił się przed krytyką swojego tekstu, mówiąc, że wysmażył go w narkotycznym widzie. Po publikacji „The 52 Funniest Things About the Upcoming Death of the Pope" redaktor „New York Press” został wylany na zbity pysk. O tym epizodzie oczywiście w filmie nie ma ani słowa.

Zobaczycie natomiast na ekranie Amy Goodman z „Democracy Now!”, która w obozie dla uchodźców w Calais diagnozuje, że większość krajów, z których pochodzą przebywający tam ludzie, była kiedyś bombardowana przez Stany Zjednoczone, a potem wprost pyta mieszkańców, czy za to, że się tutaj znaleźli, odpowiada mocarstwo zza oceanu. Tak, „Democracy Now!” na bardzo trudne i skomplikowane pytania udziela bardzo prostych odpowiedzi.

Gwiazdą filmu jest też Cenk Uygur, który przez 25 lat zaprzeczał, jakoby doszło do ludobójstwa Ormian, w 2015 r. przeprosił za „wcześniejsze komentarze na ten temat” i ogłosił, że nie będzie się w tej sprawie wypowiadał, bo „nie ma wystarczającej wiedzy”. Niedługą przeszedł zatem drogę - od człowieka, który wierzył w sztuczną mgłę, trotyl i bombę termobaryczną, do uważającego, że wszystko należy jeszcze raz dokładnie sprawdzić, bo tak naprawdę, nie wiadomo, jak było. O tym również z filmu się nie dowiecie, podobnie jak o tym, że w ubiegłym roku Uygur służył za wodzireja podczas wieców Berniego Sandersa. Gdyby ten kandydat pokonał Hillary Clinton, a później Donalda Trumpa, Uygur zapewne deptałby mu dziś po piętach, krytycznie analizował każde wystąpienie, w każdej decyzji doszukiwałby się wpływu lobbystów.

Być może właśnie Uygur najlepiej oddaje to, jak Peabody pojmuje dziennikarstwo. Jemu nie chodzi o wartości, demokrację, misję mediów. Jeśli w Białym Domu mieszka akurat jakiś Bush, trzeba być czujnym, węszyć tak mocno jak się da, a jeśli się nie da, to zarzuty wymyślić. Ale jeśli do władzy prze ktoś, kto nie tylko serce i wątrobę, ale także plecy ma po lewej stronie, można zrezygnować z kontroli i zająć się klaskaniem.

Żeby była jasność: Bush junior był jednym z gorszych lokatorów w historii Białego Domu, Sanders - lepszym kandydatem na prezydenta niż Trump i Clinton. Ale dziennikarz fetujący go na wiecach, przestaje być dziennikarzem.

***

Najwięcej o tym filmie mówią dwie sceny, które dzieli może 20 minut. W pierwszej widać Donalda Trumpa przemawiającego w czasie kampanii: „Meksykanie wysyłają do Ameryki przestępców, dealerów narkotyków i gwałcicieli. Choć zapewne są wśród nich także porządni ludzie”. Po kilkunastu minutach na ekran wchodzi Moore: „Wszystkie rządy kłamały i kłamią. Choć niewykluczone, że niektóre mówią prawdę”.

Tak, metoda jest ta sama, na ekranie obserwujemy po prostu inną twarz populizmu, który wyniósł do władzy byłego gospodarza reality show.

Edward Murowski

21:56, kubadybalski , dokumentalny
Link Dodaj komentarz »
Zakładki:
Filmotatnik gdzie indziej
Tagi