pitu pitu

sobota, 25 lutego 2017

Znów Oscary. Co prawda teoretycznie bukmacherzy wiedzą wszystko i nie ma żadnych niespodzianek, ale przed rokiem stado nagród miał zgarnąć niedźwiedź, a jednak ta najważniejsza nagroda trafiła do skromnego filmu o dziennikarzach, który był faworytem Filmotatnika. Dlaczego więc znów nie spróbować spisać listy kto powinien dostać nagrody?

Najlepszy film

 Czytając Filmotatnika dobrze wiecie, że najbardziej podobał mu się film o kosmitach, czyli „Nowy początek”. Choć warto nadmienić, że jeśli nagrodę dostanie „Manchester by the Sea” też wstydu nie będzie [faworyt bukmacherów - „La La Land”, wg Williama Hilla]

Nominacje:  „Aż do piekła”, „Fences”, „La La Land”, „Lion. Droga do domu”, „Manchester by the Sea”, „Moonlight”, „Nowy początek”, „Przełęcz ocalonych”, „Ukryte działania”

Najlepszy reżyser

No cóż. Choć chciałoby się nagrodzić Villeneuve'a, to nagroda chyba należy się Damienowi Chazelle'owi, bo zapanowanie nad tańczącym Ryanem Goslingiem (w zasadzie tańczącym wszystkim w tym filmie) to duży wyczyn. Ten film ma zmienną dynamikę i tempo. Chazelle zrobił film zupełnie inny niż „Whiplash”. Lepszy. [faworyt – Damien Chazelle]

Damien Chazelle „La La Land”, Mel Gibson „Przełęcz ocalonych”, Barry Jenkins „Moonlight”, Denis Villeneuve „Nowy początek”, Kenneth Lonergan „Manchester by the Sea”

Najlepsza pierwszoplanowa rola męska

Garfield w tym gronie to pomyłka, Gosling w tym gronie jest na wyrost. Casey Affleck, do tego grona nie pasuje, bo (tak mi się wydawało) właściwie nie umie grać, ale (jak się okazało) jednak umie na poziomie godnym Oscara. [faworyt – Casey Affleck]

Casey Affleck „Manchester by the Sea”, Andrew Garfield „Przełęcz ocalonych”, Ryan Gosling „La La Land”, Viggo Mortensen „Captain Fantastic", Denzel Washington „Fences”

Najlepsza pierwszoplanowa rola żeńska

I tu problem, bo Filmotatnik widział tylko trzy z pięciu ról. Z tercetu Meryl Streep, Emma Stone, Natalie Portman zjawiskowa była ta pierwsza, bardzo dobra ta druga. [faworytka – Emma Stone]

Isabelle Huppert „Elle”, Ruth Negga „Loving”, Natalie Portman „Jackie”, Emma Stone „La La Land”, Meryl Streep „Boska Florence”

Najlepsza drugoplanowa rola męska

Byłoby bardzo fajnie gdyby Oscara dostał Jeff Bridges, bo jego szeryf jest wręcz książkowym szeryfem. Zresztą Filmotatnik będzie zadowolony, jeśli w tej kategorii dostanie jakikolwiek szeryf. [faworyt – Mahershala Ali]

Mahershala Ali „Moonlight”, Jeff Bridges „Aż do piekła”, Lucas Hedges „Manchester by the Sea” Dev Patel „Lion. Droga do domu”, Michael Shannon „Zwierzęta nocy”

Najlepsza drugoplanowa rola żeńska

Mocna kategoria. Ale Filmotatnik jest zachwycony Naomie Harris, która przekracza to, czego można się po niej spodziewać. [faworytka – Viola Davis]

Viola Davis „Fences”, Naomie Harris „Moonlight”, Nicole Kidman „Lion. Droga do domu”, Octavia Spencer „Ukryte działania”, Michelle Williams „Manchester by the Sea”

Najlepszy scenariusz oryginalny

Tak jak za reżyserię, Damien Chazelle mógłby dostać nagrodę za scenariusz „La La Land” – misterną konstrukcję z wielu klocków. Ale w tej kategorii Filmotatnik daje mu jednak mniejszą przewagę, również z powodu mocnej i wyrównanej konkurencji. Przy zastrzeżeniu, że nie widział „20th Century Woman”. [faworyt – „Manchester by the Sea”]

Taylor Sheridan „Aż do piekła”, Damien Chazelle „La La Land”, Jorgos Lantimos i Efthimis Fillippou „Homar”, Kenneth Lonergan „Manchester by the Sea”, Mike Mills „20th Century Woman”

Najlepszy scenariusz adaptowany

Eric Heisserer za „Nowy początek”, a w nim wzorowe prowadzenie widza przez historię. Nie ma dyskusji, tym bardziej że w tej kategorii brakuje Toma Forda za „Zwierzęta nocy”. [faworyt - „Moonlight”]

Eric Heisserer „Nowy początek”, na podstawie opowiadania „Historia twojego życia” Teda Chianga, August Wilson „Fences”, na podstawie sztuki teatralnej „Płoty” własnego autorstwa, Allison Schroeder i Theodore Melfi „Ukryte działania”, na podstawie powieści „Hidden Figures” Margot Lee Shetterly, Luke Davis „Lion. Droga do domu”, na podstawie powieści „A Long Way Home” Saroo Brierly i Larry’ego Buttrose’a, Barry Jenkins i Tarell Alvin McCraney „Moonlight”, na podstawie sztuki „In Moonlight Black Boys Look Blue” McCraneya

Najlepsze zdjęcia

Piekielnie wyrównana kategoria (łącznie z „Milczeniem” którego Filmotatnik nie widział, ale widział zwiastun, zna filmy Prieto i raczej nie spodziewa się fuszerki). Ale nagroda należy się Bradfordowi Youngowi za magnetyzm w „Nowym Początku”. Fraser (za obraz który jest równorzędnym ze scenariuszem narzędziem opowieści w „Lion. Droga do domu”) też mógłby ją dostać. [faworyt - „La La Land”]

Linus Sandgren „La La Land”, Greig Fraser „Lion. Droga do domu”, Rodrigo Prieto „Milczenie”, James Laxton „Moonlight”, Bradford Young „Nowy początek”

Najlepsza muzyka

Jedyna, która zostaje w uszach po filmie, to ta Dustina O’Hallorana i Volkera Bertelmanna w „Lion. Droga do domu”. Średni film ze świetnymi zdjęciami i muzyką. [faworyt - „La La Land”]

Mica Levi „Jackie”, Justin Hurwitz „La La Land”, Dustin O’Halloran i Volker Bertelmann „Lion. Droga do domu”, Nicholas Britell „Moonlight”, Thomas Newman „Pasażerowie”

Najlepszy montaż

Płynie się przez „Nowy początek”. Ten film jest jak mecz, w którym przerwa nadchodzi zaskakująco szybko. [faworyt - „La La Land”]

Jake Roberts „Aż do piekła”, Tom Cross „La La Land”, Joi McMillon i Nat Sanders „Moonlight”, Joe Walker „Nowy początek”, John Gilbert „Przełęcz ocalonych”

P.S. Na końcu trzeba dodać, że choć Filmotatnik nie odróżnia kategorii „najlepszy dźwięk” i „najlepszy montaż dźwięku” to jedno i drugie podobało mu się w „Nowym początku”.

P.P.S. Najbardziej zaskakujące w tegorocznych Oscarach jest to, że Filmotatnik nie oglądał żadnego (!) filmu nominowanego w kategorii „najlepsze efekty specjalne”.



16:28, kubadybalski , pitu pitu
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 stycznia 2017

We wtorek dowiemy się jakie filmy i jacy twórcy będą w tym roku nominowani do Oscarów. Filmotatnik postanowił z grubsza wyjaśnić jak film dostaje nominację i dlaczego filmy mające niezbyt liczną, ale zmotywowaną widownię mogą zostać w ten sposób wyróżnione.

Jaki film może dostać Oscara

Kandydatem do Oscara może być każdy film, wyświetlany między 1 stycznia a 31 grudnia, przez siedem kolejnych dni (trzy projekcje dziennie, przynajmniej jedna między 18. a 22.), w przynajmniej jednym kinie w okręgu Los Angeles. W roku 2016 takich filmów było 336.

Kandydatów do Oscara w kategorii „najlepszy film” jest od pięciu do dziesięciu. Wybierają ich na przełomie grudnia i stycznia, głosując internetowo (najczęściej) lub listownie, członkowie amerykańskiej Akademii Filmowej (Academy of Motion Pictures Arts and Sciences). Kategoria jest specyficzna nie tylko dlatego, że nominacji jest więcej niż w innych kategoriach (przeważnie pięć). W tym wypadku głosować mogą wszyscy członkowie akademii. W innych kategoriach jest tak, że scenarzyści wybierają nominowanych (a potem zwycięzców) w kategoriach scenariuszowych, aktorzy – aktorskich, a charakteryzatorzy – najlepsze charakteryzacje. Wyjątki, w których obowiązują nieco inne zasady, dotyczą kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”, dokumentów i animacji.

Ale wróćmy do najlepszych filmów. Wybór nominowanych jest skomplikowany i bynajmniej nie polega na tym, że każdy członek Akademii pisze na karteczce swój ulubiony tytuł. Prawo do głosowania ma ok. 6,5 tys. osób. (Akademia, co ciekawe, nie publikuje liczby swoich członków, ale od kilku lat, co roku, publikuje listę osób zapraszanych do członkostwa – w 2016 było ich ponad sześćset). Nie wszyscy, ale zdecydowana większość głosuje. Wybierając nominowanych każdy z głosujących wskazuje proponowany przez siebie film, ale też w kolejności następne, które również mu się podobają. Maksymalnie dziesięć. De facto sporządza więc ponumerowaną listę, choć, jeśli chce, może też wskazać tylko jeden tytuł.

Jak się liczy głosy

Pierwszą rzeczą, którą robią segregujący głosy (od lat jest to firma Pricewaterhuose Coopers), to wskazanie dwóch liczb.

Pierwsza, nazwijmy ją „pierwszym progiem”, to liczba głosujących podzielona przez liczbę maksymalnych możliwych nominacji plus 1. Czyli w tym wypadku będzie to większość z 6,5 tys. członków akademii podzielona przez 11. Zwykle wychodzi nieco powyżej 500. Druga liczba, nazwijmy ją „progiem 5 procent”, to 5 proc. głosujących, czyli coś ok. 300.

I teraz zaczyna się poważne liczenie. Rachmistrze liczą filmy wskazane przez głosujących na pierwszym miejcu. Te filmy, które przekraczają „pierwszy próg”, zyskują nominację. Zwykle jest ich kilka.

Następnie rachmistrze odrzucają te filmy, które zebrały mniej niż 1 proc. pierwszych wskazań. Te głosy są rozdzielane na pozostałe filmy, według drugich wskazań (a jeśli głosujący na drugim miejscu wskazał film, którego już nie ma w stawce, albo zdobył nominację, liczy się trzeci głos, itd.).

Równocześnie tym filmom, które przekroczyły „pierwszy próg” o co najmniej 10 proc. liczy się te nadprogramowe głosy i rozdziela proporcjonalnie między filmy które głosujący wskazali na drugim miejscu.

Po tych machinacjach sprawdza się, które filmy przekroczyły „próg 5 procent”. One uzupełniają stawkę nominowanych. Gdyby jakimś cudem zdarzyło się, że wciąż nie będzie pięciu filmów (tyle co najmniej musi być nominowanych), odrzuca się kolejne filmy z najsłabszymi wynikami, a ich głosy przekazuje się na wskazane na drugim miejscu.

Przykład

Załóżmy roboczo, że zagłosowało 6 tys. członków Akademii. „Pierwszy próg” to w tym przypadku, po zaokrągleniu w górę, 546, „próg 5 procent” to 300. Głosujący jako ich zdaniem najlepsze wymienili 20 filmów: A – 1200, B – 800, C – 700, D – 590, E – 400, F – 400, G – 400, H - 200, I - 200, J – 200, K - 200, L - 200, Ł - 200, M - 100, N - 70, O - 70, P - 50, R - 20, S - 5, T -5

A, B, C i D dostają nominację. Teraz trzeba rozdać drugie głosy tych, którzy zagłosowali na P, R, S i T (mniej niż 1 proc. pierwszych głosów), a także rozdzielić na pozostałe w stawce filmy 654 głosy oddane na A, 254 głosy oddane na B i 154 głosy oddane na C – otrzymają je proporcjonalnie ci, którzy zostali wskazani na drugich miejscach przez głosujących na te trzy filmy. Tu uwaga. D też przekroczył „pierwszy próg” ale nie o 10 proc., więc te głosy nie są rozdzielane po raz drugi.

Teraz sprawdzamy które filmy przekroczyły „drugi próg”. E, F i G, to jasne, ale też np. I oraz N. W sumie mamy dziewięć nominowanych filmów.

Ten skomplikowany system, jeśli was to interesuje, nazywany jest „pojedynczym głosem przenoszonym” (single transferable vote, STV) i jest powszechnie stosowany w wyborach m.in. w Australii i w Irlandii. W głosowaniu akademików, wykorzystywany jest pewien jego wariant.

Co z tego wynika

W praktyce efektów takiego sposobu głosowania jest kilka. Po pierwsze dość łatwo zdobyć wyróżnienie, bo wystarczy ok. 300 członków akademii, którzy wskażą twój film na pierwszym miejscu i masz nominację. To preferuje filmy gatunkowe, które nie muszą się podobać wszystkim, nawet niektórym się wyjątkowo nie podobają, ale mają mocną grupę admiratorów. Dobrym przykładem sprzed roku był „Mad Max: Na drodze gniewu”, czy „Brooklyn”. Z drugiej strony system blokuje drogę do Oscara blockbusterom. Filmy które wszyscy znają, lubią, ale niekoniecznie uznają je za warte wskazania w pierwszej trójce, na nominację nie mają szans.

Z pewnymi zmianami ten system dotyczy też pozostałych kategorii. Przy czym tu trzeba mieć w pamięci, że tam wybierających jest znacznie mniej (specjalistów od montażu dźwięku, czy scenografów jest w Akademii pewnie nie więcej niż 30), a np. nominując aktora za rolę, jego koledzy nie wskazują kategorii (główna, czy drugoplanowa), ale to temat na inną notkę...

Więcej na ten temat można przeczytać na stronie akademii, oraz w artykule magazynu "Vox".

14:37, kubadybalski , pitu pitu
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 października 2016

W niedzielę zakończył się 32. Warszawski Festiwal Filmowy. Filmotatnik ponarzekał trochę na zwycięzcę festiwalu, czyli irańską „Malarię”, warto więc wytłumaczyć co, jeśli nie film z Teheranu. Choć w tym roku, żaden z kilkunastu filmów obejrzanych w Multikinie i Kinotece nie spowodował opadnięcia szczęki (a szkoda, choć może to wyjątkowy pech w wyborze), to co najmniej dwa filmy biorące udział w konkursie międzynarodowym chyba na nagrodę zasłużyły bardziej.

Nagradzana turecka rezyserka Yesim Ustaoglu przyjechała do Warszawy z filmem „Światło i cień” („Clair Obscur”/„Tereddut”), który miał premierę na niedawnym festiwalu w Toronto. Koprodukcja turecko-niemiecko-polsko-francuska, historia dwóch Turczynek – psycholożki reprezentującej „zachodni” Stambuł i jej pacjentki wydanej za mąż bez pytania jako nastolatka (rewelacyjna Ecem Uzun) – jest wciągająca i wbrew pozorom tylko zahacza o główny temat nominowanego do Oscara „Mustanga”. Kto spodziewa się prostego kontrastu między „zachodem” a „wschodem”, będzie zaskoczony końcówką filmu, który (bez jego zdradzania) nadaje mu uniwersalne przesłanie, a nie szufladkuje jako film o tym jaka ta Turcja dziwna i jak tam kobietom jest źle. Dodatkowo tytuł należy rozumieć dosłownie, bo to również przepiękne zdjęcia i chyba od czasu „Fortepianu” nikt tak ładnie nie filmował morza.

Równie wciągający był francusko-kanadyjski „Dzieciak” („Le flis de Jean”). To opowieść o trzydziestokilkulatu z Paryża, który nagle dowiaduje się, że ojciec – którego nie znał – był Kanadyjczykiem, właśnie zmarł i zostawił mu w spadku mały obraz. Mathieu jedzie więc do Montrealu na pogrzeb, a przede wszystkim z zamiarem poznania tej części rodziny, o której istnieniu nie miał pojęcia, mimo delikatnego zniechęcania ze strony Pierre'a, przyjaciela jego ojca, który się z nim skontaktował. Bardzo pogodny film, w którym zakończenie nie zaskakuje tylko dlatego, że widz bardzo umiejętnie jest prowadzony do finału i powoli sam odgaduje, dlaczego Mathieu nigdy nie poznał ojca.

Z kolei przez konkurs filmów dokumentalnych przemknęło niezauważone „W zamrożeniu” („Keep Frozen”) islandzkiej reżyserki Huldy Ros Gudnadottir. Jak można zrobić ciekawy film o rozładowywaniu statku? Okazuje się, że można. Bohaterami są dokerzy w porcie w Reykjaviku, którzy w ciągu jednej doby muszą opróżnić statek-chłodnię, który przewozi 20 tys. paczek mrożonej ryby po 25 kg każda. Okazuje się, że piekielnie ciężka praca, która niewiele zmieniłą się od stuleci, do której mało kto się nadaje, a spośród tych którzy się nadają, niewielu wytrzymuje dłużej niż kilka lat, jest (nieprzypadkowo) najlepiej płatną pracą na Islandii. Dla niej młodzi ludzie rzucają szkołę i studia. Co więcej w zajęcie do niedawna zarezerwowane dla Islandczyków, wcisnęła się jeszcze jedna nacja, która żadnej pracy się nie boi. Możecie się domyślić jaka.



18:32, kubadybalski , pitu pitu
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 maja 2016

Tegoroczny festiwal Millennium Docs Against Gravity udowadnia, że żeby film dokumentalny był dobry, nie musi pokazywać wzajemnie mordujących się ludziach w Afryce Subsaharyjskiej, względnie w Iraku, Syrii lub Ameryce Łacińskiej. Choć wydaje się, że dokument opowiedział już każdą historię i powoli staje się częścią popkultury, która, jak wszystkie inne, dla przyciągniecia uwagi musi szokować, to na „docsach” łatwo można się przekonać, że to błąd. Pomysł i bohatera lub bohaterów można znaleźć wszędzie, potrzeba tylko umiejętności by ich złożyć w film.

Tak wyszło, że „Filmotatnik” póki co wybiera dokumenty ze wszech miar europejskie, a żaden nie może być chyba bardziej europejski niż „Demokracja”. To film o procesie legislacyjnym w Parlamencie Europejskim (tak, wiem, część z was już machnęła ręką, niesłusznie). Kamera przez dwa lata towarzyszy Janowi Philippowi Albrechtowi, niemieckiemu europosłowi „Zielonych”, który jako sprawozdawca dyrektywy dotyczącej ochrony danych osobowych tworzy nowe prawo, negocjując przepisy z Komisją Europejską, Radą, ugrupowaniami w Parlamencie, lobbystami, prawnikami, NGO'sami, wielkimi korporacjami i wszystkimi świętymi. Albrecht, przypominający raczej studenta niż polityka, wykonuje gigantyczną pracę. Nie mniejszą wykonuje reżyser David Bernet, który zmontował film wzorowo, nie bez poetyckich, ale niezwykle pasujących wstawek z trawników sprzed unijnych instytucji.

To wiele filmów w jednym. Vademecum tego, do czego i komu służą w dzisiejszym świecie dane, które dobrowolnie udostępniamy w internecie. Ale też fascynujący przewodnik po zasadach funkcjonowania Unii Europejskiej, przy których polskie, „nocne” prawodawstwo przypomina więc jaskiniowców. Opowieść, która udowadnia, że przypisywany Bismarckowi bon mot o kiełbasie i polityce nie musi się wcale odnosić do tej drugiej, a jeśli kiedykolwiek śmialiście się z tego, ze w UE ustalają stopień krzywizny bananów, to ja wam powiem, że skoro ustalają, to pewnie mają ku temu ważne powody i skłaniam się ku temu, ze banany powinny się dostosować.

Na „Demokrację” warto więc pójść, a jeśli jesteście studentami politologii, dziennikarstwa, prawa, czy innego mało perspektywicznego kierunku, to wręcz wasz obowiązek. To film ważny o ważnych sprawach. Nie mniej ważne, choć tym razem niezwykle osobiste kwestie porusza drugi z dotychczasowych hitów festiwalu wg Filmotatnika. Bohaterami „Nurkowania w nieznane” jest grupa fińskich nurków jaskiniowych, którzy wracają do jaskini w północnej Norwegii, którą eksplorowali kilka tygodni wcześniej. Wtedy zdarzył się wypadek i zginęło dwóch ich kolegów. Teraz czwórka pozostałych przy życiu chce wydobyć ciała, które utknęły 140 metrów pod ziemią.

W opowieść Finów widz zagłębia się jak w jaskinię, poddając się nierzeczywistemu wrażeniu, że ich pasja graniczy z szaleństwem. Trudno o bardziej niebezpieczny sport, bo nurkując w jaskini nie traci się życia przez niewiedzę lub nieuwagę, ale wtedy, gdy puszczą nerwy. A zdjęcia zapierają dech w piersiach, co może w tym wypadku nie jest najszczęśliwszym określeniem.

Oba filmy wciąż są do obejrzenia, bo organizatorzy prawie każdemu z blisko setki tytułów zaplanowali kilka emisji. Warto. A Filmotatnik może w ciągu najbliższych kilku dni przeprosi się z Afryką, a nuż coś ciekawego się tam zdarzy...



00:49, kubadybalski , pitu pitu
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 lutego 2016

Poniżej Filmotatnik nie próbuje wróżyć jak będzie wyglądała noc oscarowa. Wróżyć nie ma co. Dobrze poinformowaniu bukmachery wiedzą jak będzie tym bardziej, że nie ma tu niczego przypadkowego. Jest pewna grupa ludzi, która decyduje, wiadomo jaka i niekoniecznie musi trzymać swoje sympatie trzymać w tajemnicy. Więc nie radziłbym grać na niespodzianki. Filmotatnik jedynie wskazuje, kto według niego na nagrody zasłużył najbardziej.

Najlepszy film

Kto śledzi bloga ten wie, że ze wszystkich ośmiu nominowanych najfajniejszy jest „Spotlight”. Świetnie zagrany, doskonale napisany i z ważnym tematem. Czego chcieć więcej?

 „Big Short”, „Brooklyn”, „Mad Max: Na drodze gniewu”, „Marsjanin”, „Most szpiegów”, „Pokój”, „Spotlight”, „Zjawa”.

Najlepsza reżyseria

Nagroda chyba powinna trafić do Inarritu. Co prawda po raz drugi z rzędu, ale „Zjawa” to mimo wszystko duże osiągnięcie dla kogoś, kto musiał zapanować nad tym, żeby Leonardo nie zginął w pogoni za Oscarem, w dodatku w zimie, w górach, a tam wilki jakieś... i niedźwiedź...

Lenny Abrahamson („Pokój”), Alejandro Gonzalez Inarritu („Zjawa”), Adam McKay („Big Short”), Tom McCarthy („Spotlight”), Artur Miller („Mad Max: Na drodze gniewu”)

Najlepsza pierwszoplanowa rola męska

Z zaznaczeniem, że Filmotatnik nie widział „Trumbo” z Bryanem Cranstonem, to wśród pozostałych Eddie Redmayne ma rolę trudniejszą i bardziej przejmującą niż przed rokiem, gdy za granie Stephena Hawkinga dostał statuetkę. Sorry Leo. Damon i Fassbender nieźli ale nie na nagrodę.

Bryan Cranston („Trumbo”), Matt Damon („Marsjanin”), Leonardo DiCaprio („Zjawa”), Michael Fassbender („Jobs”), Eddie Redmayne („Dziewczyna z portretu”)

Najlepsza pierwszoplaniwa rola żeńska

I znów jedna rola nieobejrzana (Rampling), ale Brie Larson – faworytka bukmacherów – raczej spoza hollywoodzkiego mainstreamu, robi świetne wrażenie. Cate Blanchett zresztą też. Pozostałe role już nie aż takie.

Cate Blanchett („Carol”), Brie Larson („Pokój”), Jennifer Lawrence („Joy”), Charlotte Rampling („45 lat”), Saoirse Ronan („Brooklyn”)

Najlepsza drugoplanowa rola męska

Najmocniej obsadzona kategoria. Tu właściwie każdy mógłby odebrać nagrodę, bo wszystkie role są wyjątkowe. Akurat Filmotatnikowi najbardziej podobał się Mark Ruffalo, który zresztą przed rokiem został kompletnie, a niesłusznie, pominięty za rolę w „Foxcatcherze”.

Christian Bale („Big Short”), Tom Hardy („Zjawa”), Mark Rylance („Most szpiegów”), Mark Ruffalo („Spotlight”), Sylvester Stallone („Creed: Narodziny legendy”)

Najlepsza drugoplanowa rola żeńska

Porywająca jest Alicia Vikander. Również w tej roli.

Kate Winslet („Jobs”), Jennifer Jason Leigh („Nienawistna ósemka”), Rooney Mara („Carol”), Rachel McAdams („Spotlight”), Alicia Vikander („Dziewczyna z portretu”)

Najlepsze scenariusze

„Big Short” wyjątkowo mocno zasłużył na statuetkę, bo zmieszczenie w jednym filmie tylu aspektów kryzysu finansowego, w dodatku objaśnienie tego w miarę strawnie, to mistrzostwo godne nagrody. Drugiego Oscara powinien zgarnąć „Spotlight” za wzorowe połączenie arcyważnego tematu, superciekawych postaci i wciągającego biegania z notatnikiem. Fakt, że „Straight Outta Compton” Filmotatnik nie widział.

Adaptowane: Adam McKay, Mark Randolph („The Big Short”), Nick Hornby („Brooklyn”), Phyllis Nagy („Carol”), Drew Goddard („Marsjanin”), Emma Donoghue („Pokój”). Oraz oryginalne: Matt Charman, Joel i Ethan Coenowie („Most Szpiegów”), Alex Garland („Ex Machina”), Josh Cooley, Ronnie del Carmen, Pete Docter, Meg LeFauve („W głowie się nie mieści”), Tom McCarthy, Josh Singer („Spotlight”), Andrea Berloff, Jonathan Herman, S. Leigh Savidge, Alan Wenkus („Straight Outta Compton”)

Najlepsze zdjęcia

„Zjawa” w tym temacie wymiata. Scena bitwy na samym początku filmu to jedna z najlepszych scen batalistycznych w historii kina.

Ed Lachman („Carol”), Robert Richardson („Nienawistna ósemka”), John Seale („Mad Max: Na drodze gniewu”), Emmanuel Lubezki („Zjawa”), Roger Deakins („Sicario”)

Najlepsza muzyka

Rewelacyjnie, choć bardzo oszczędnie jest ilustrowany muzycznie „Sicario”. Kto był na tym filmie w kinie ten wie, że powinien też bez żadnych „ale” zgarnąć nagrodę za dźwięk.

Thomas Newman („Most szpiegów”), Carter Burwell („Carol”), Ennio Morricone („Nienawistna ósemka”), Johann Johannsson („Sicario”), John Williams („Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy”)

Najlepszy montaż

„Big Short” gna. Trzeba za tym filmem nadążać, ale jeśli ogląda się go uważnie, to się przez niego płynie, mimo stada głównych bohaterów i co najmniej trzech głównych wątków.

„Big Short”, „Mad Max: Na drodze gniewu”, „Zjawa”, „Spotlight”, „Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy”

Najlepsza scenografia

Przepiękna Kopenhaga w latach dwudziestych, zarówno we wnętrzach jak i na zewnątrz, powinna dać Oscara scenografom z „Dziewczyny z portretu”.

„Most szpiegów”, „Dziewczyna z portretu”, „Mad Max: Na drodze gniewu”, „Marsjanin”, „Zjawa”

Najlepsze efekty specjalne

Który z zeszłorocznych filmów robił największe wrażenie wizualne? Nie pędzący przez półtorej godziny „Mad Max”, nie Matt Damon na Marsie, ani nie Gwiezdne wojny. Ale pół Alicii Vikander w „Ex Machinie” zdecydowanie tak.

„Ex Machina”, „Mad Max: Na drodze gniewu”, „Marsjanin”, „Zjawa”, „Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy”

P.S. Na koniec warto zaznaczyć, że choć spośród nominowanych filmów nieanglojęzycznych Filmotatnik widział tylko „Syna Szawła”, to nie wyobraża sobie, żeby w stawce był jakiś lepszy film. A i nam trochę powinno na nim zależeć, bo to film częściowo polskojęzyczny. Choć klimat polityczny nad Wisłą jeszcze nie przetrawił „Idy” to może nie katować go „Synem Szawła”...



18:10, kubadybalski , pitu pitu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 26 lutego 2016

Wszyscy wiedzą, że wśród dwudziestu nominowanych aktorów nie ma nikogo choćby bladoczekoladowego, a Leo czeka na Oscara od miliona lat. A czego nie wiecie?

1. W kategorii "najlepsza aktorka pierwszoplanowa" zdarzyła się taka sytuacja, że zarówno Brie Larson (w filmie "Pokój"), jak i Jennifer Lawrence (w filmie nomen omen "Joy") grają postacie o imieniu Joy. A jakby tego było mało, główna bohaterka rewelacyjnej animacji "W głowie się nie mieści" (nominacje za "najlepszy film animowany" i "scenariusz oryginalny") to "Radość", czyli... "Joy".

2. Zarówno główna bohaterka filmu "Brooklyn" (Saoirse Ronan nominowana za rolę pierwszoplanową), jak i ta z filmu "Carol" (Rooney Mara nominowana za rolę drugoplanową) grają sprzedawczynię w nowojorskim ekskluzywnym domu handlowym w latach 50-tych.

3. Wszyscy wiedzą, że Tom Hardy gra tytułową rolę w aspirującym do najlepszego filmu "Mad Maxie" oraz jest nominowany za drugoplanową w "Zjawie". Niezła skuteczność. Ale czy wiecie, że Domhnall Gleeson zagrał w sumie w ubiegłym roku w czterech filmach i są to "Brooklyn", "Zjawia" ("najlepszy film"), "Ex Machina" ("scenariusz oryginalny") i "Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy" (kategorie techniczne i muzyka).

4. Eddie Redmayne, który w nocy z niedzieli na poniedziałek może odebrać Oscara w kategorii "najlepszy aktor pierwszoplanowy" ("Dziewczyna z portretu"), jest też nominowany w tym roku do "Złotej Maliny" za drugoplanową rolę w "Jupiter: Intronizacja". "Maliny" zostaną rozdane w sobotę.

5. Redmayne ma szansę na "pierwszoplanowego" Oscara. Grająca w "Dziewczynie z portretu" jego żonę Alicia Vikander jest nominowana w kategorii "najlepsza aktorka drugoplanowa". Tylko że, jak wyliczono, w sumie jest na ekranie... dłużej niż Redmayne.

6. Kompozytor John Williams jest nominowany za muzykę do "Gwiezdnych wojen: Przebudzenia mocy". To jego pięćdziesiąta (!) nominacja. Wygrał pięć razy.

7. Wiadomo że Alejandro Gonzalez Inarritu ("Zjawa") może dostać Oscara za reżyserię drugi rok z rzędu, podobnie jak Eddie Redmayne za pierwszoplanową rolę męską. Za to operator "Zjawy", nominowany w tym roku za zdjęcia Emmanuel Lubetzki, rok temu dostał nagrodę w tej kategorii za "Birdmana", a dwa lata temu za "Grawitację". Ale chyba mu się należy, bo wcześniej był nominowany - bez sukcesu - pięciokrotnie ("Mała księżniczka", "Jeździec bez głowy", "Podróż do Nowej Ziemi", "Ludzkie dzieci", "Drzewo życia").

16:36, kubadybalski , pitu pitu
Link Komentarze (1) »
sobota, 28 listopada 2015

Dla wszystkich śledzących nieudolnie reklamowany przez Filmotatnik maraton z Michaelem Fassbenderem (tak, tak, notka o „Makbecie” też będzie), mały bonusik. Na pewno pamiętacie genialną scenę z filmu „Głód”, w której Fassbender rozmawia z grającym księdza Liamem Cunninghamem. Scenę która w większości składa się z jednego, kilkunastominutowego ujęcia. Otóż nie pierwszy raz obaj panowie gadają ze sobą na ekranie. Cztery lata temu zagrali w krótkometrażowym, czarno-białym filmie „Pitch Black Heist” ("Czarna robota") o dwóch złodziejach napadających na bank. Nieco ponad dziesięciominutowa etiuda zgarnęła nagrodę BAFTA dla najlepszego krótkiego metrażu w 2012 r. „Guardian” napisał, że może współpraca Fassbendera z reżyserem tamtego filmu to jeszcze nie to samo co współpraca De Niro/Scorsese, ale to dobry początek.

A kim był ten reżyser? Otóż to John Maclean, czyli reżyser i scenarzysta opisywanego ostatnio na Filmotatniku „Slow West”, który był jego długometrażowym debiutem. Wcześniej kręcił tylko etiudy, a wcześniej, czyli tak mniej więcej z piętnaście lat temu (to w ogóle jest bardzo ciekawa postać więcej o nim przeczytacie choćby w tym artykule) był członkiem jednego z lepszych brytyjskich zespołów rockowych. Wcale nie takiego garażowego, ale takiego z który Radiohead zabrało w trasę koncertową, a Oasis twierdzili, że się nimi inspirowali. Ale Maclean muzyką się znudził i zaczął się bawić kamerą. Filmotatnik płakać z tego powodu nie ma zamiaru.



18:11, kubadybalski , pitu pitu
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 października 2015

Obejrzane filmy: "Schneider kontra Bax", "Przebaczenie"

Ocena dni: 7/10

Ostatni weekend festiwalu okazał się całkiem przyjemny, choć dwa filmy mocno się od siebie różniły. Holenderski "Schneider kontra Bax" to czarna komedia o płatnym zabójcy, którego zadanie niespodziewanie się komplikuje. Czarnych komedii na wysokim poziomie ostatnio jak na lekarstwo, a w tym przypadku wielokrotnie będziecie śmiać się jednocześnie załamując ręce i mrucząc "nie do wiary...". Film na spokojnie zasłużył sobie na ocenę "dobry".

Tak samo Filmotatnik ocenił fińskie "Przebaczenie". Reżyser Petri Kotwica po filmie dziękował publiczności, że trzecia projekcja na festiwalu a tu pełna sala i że u niego małej Finlandii to by się nie zdarzyło. Co dziwne, jeśli więcej osób tam na północy robi tak dobre filmy. "Przebaczenie" jest osnute na dość wyeksploatowanym pomyśle wypadku samochodowego i pozostawienia ofiary na drodze, ale Kotwica bardzo solidnie popracował nad scenariuszem. Bohaterowie są fajnie pomyślani, ich zachowanie jest ciekawe, a zakończenie filmu mimo wszystko zaskakujące. W dodatku film już po zakończeniu pozwala widzom w różny sposób ocenić ich zachowanie. "Dobry" film.

17:59, kubadybalski , pitu pitu
Link Dodaj komentarz »
sobota, 17 października 2015

Obejrzane filmy: "Front w Dolinie Wakhan", "Bestia"

Ocena dnia: 6/10

Na początek oceniony na "dobry" francuski film "Front w Dolinie Wakhan". Historia żołnierzy z bazy na jakiejś zapadłej prowincji, którzy w pewnym momencie zaczynają... znikać. Jakkolwiek dziwnie brzmiał ten opis, film okazał się niezwykle poetycką, wieloznaczną historią o grupie ludzi, którzy znaleźli się w nieznanym sobie miejscu. Przekonuje, że Europejczyk czasem jest bezradny wobec rzeczywistości, której nie rozumie. Piękne góry to zawsze dodatkowy atut filmu. I tylko szkoda, ze polski tytuł jest prostym tłumaczeniem tytułu angielskiego, a nie bierze się z oryginalnego tytułu "Ni le ciel, nie la terre", który dużo bardziej pasuje do filmu.

A potem "Bestia" czyli australijsko-filipiński dramat o bokserze uczestniczącym w półlegalnych walkach w Manili, którego największym atutem jest główny aktor, który jest naturszczykiem, prawdziwym bokserem z Manili. Wypada świetnie. Poza tym jednak film jest męczący, bo przegadany (mógłby być spokojnie o 1/3 krótszy) i w sumie też niezbyt ciekawy. Najlepsza jest pierwsza scena, potem autorom trochę nie starczyło pomysłu. W efekcie ocena "taki sobie".

00:41, kubadybalski , pitu pitu
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 października 2015

Obejrzane filmy: "Zbawienie"

Ocena dnia: 4/10

Dziś tylko jeden film, bo kiedyś trzeba spać. Rosyjskie "Zbawienie" Iwana Wyrypajewa to historia warszawskiej zakonnicy, która, nie wiedzieć czemu, wyjeżdża w Himalaje. Tam przeprowadza dwie rozmowy - z Karoliną Gruszką oraz fałszywym gitarzystą U2 - które, w połączeniu z trekkingiem, skłaniają ją do konstatacji, że "Bóg istnieje". Sam pomysł na film nie jest jeszcze taki zły, nawet można by go było sensownie podać. Zdjęcia gór zapierają dech w piersiach. Rzecz w tym, że wspomniane rozmowy (zwłaszcza ta z Gruszką), wydałyby się infantylne nawet studentom pierwszego roku kulturoznawstwa na imprezie. Jest też w tym filmie jedno, żeby za dużo nie spojlować, kosmiczne nieporozumienie. I to wszystko do kupy złożyło się na ocenę "słaby".

P.S. Zdałem sobie sprawę, że przecież niektórzy mogą nie wiedzieć o co chodzi z tymi ocenami. Śpieszę z wyjaśnieniem. Przy wejściu na projekcję każdy dostaje kartkę, na której może napisać swoje dane, maila, żeby dostawać informacje o wydarzeniach, ble ble. Na dole kartki można zaznaczyć (choćby przerywając ją w odpowiednim miejscu) swoją ocenę filmu. Skala jest pięciostopniowa: "zły", "słaby", "taki sobie", "dobry", "bardzo dobry". Kartki są zbierane przy wyjściu i z nich weźmie się potem nagroda publiczności.

21:59, kubadybalski , pitu pitu
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
Zakładki:
Filmotatnik gdzie indziej
Tagi